sobota, 12 sierpnia 2017

Królestwo Kanciarzy




Kaz Brekker i jego ekipa dopiero co przeprowadzili skok przekraczający najśmielsze wyobrażenia. Zamiast jednak dzielić sowite zyski, muszą walczyć o życie. Zostali wystawieni do wiatru i poważnie osłabieni; dokucza im brak funduszy, sprzymierzeńców i nadziei.

Na ulicach miasta trwa wojna. Wzajemna lojalność w obrębie ekipy – i tak już krucha i wątpliwa – zostaje wystawiona na ciężką próbę. Kaz i jego ludzie muszą się postarać, żeby znaleźć się po stronie zwycięzców. Bez względu na koszty.

Długo po premierze wreszcie sięgnęłam po kolejny (i zarazem ostatni) tom Szóstki Wron, zwłaszcza że był przeceniony w Empiku - bez szału, ale 28 zł z kawałkiem to nie 45 zł więc wzięłam. Trochę się sobie dziwię bo po Szóstce Wron bardzo byłam ciekawa jak potoczą się losy bohaterów, a tu...Mija pięć miesięcy i dopiero teraz jestem po lekturze tej książki. I...hmm...mogę wam powiedzieć, że nie było źle, ale szału nie ma.

Zacznijmy od tego, że czytając Szóstkę Wron miałam pewien problem z przebrnięciem przez początek książki, który był dla mnie no trochę nużący. Im dalej jednak czytałam tym było co raz bardziej ciekawie i tym trudniej mi było się oderwać od lektury.
 Z Królestwem Kanciarzy jest natomiast odwrotnie. 
Początek książki czytało mi się bardzo dobrze - podobało mi się jak bohaterowie wprowadzali w życie swoje plany, jak autorka ukazywała relacje między nimi i jak powoli wprowadzała czytelnika do końcowej kulminacji. 
Koniec zaś... A raczej początek końca, albo też to co nastąpiło przed kulminacją tych wszystkich planów i działań Szumowin był dla mnie nieco mniej dynamiczny i nawet trochę nudny. Czasami czytałam stronę i zaraz potem zapominałam co się działo bo nie potrafiłam się skupić i wciągnąć w fabułę i musiałam się cofać, aby wiedzieć o co chodzi.
Jeżeli chodzi zaś o samą końcówkę - dokładniej właśnie ten moment wspominanej wyżej kulminacji - to... Ujmę to tak. Zakończenie mnie usatysfakcjonowało choć liczyłam troszkę na coś innego. 
I nie wiem czy dla was jest to istotne czy nie, ale w książce pojawia się wątek LGBT ... I nie zrozumcie mnie źle - jestem tolerancyjna. Inna orientacja, religia, kolor skóry - nie ma problemu! Ja to wszystko toleruję. Miałam jednak wrażenie, że jest on tu wprowadzony tylko dlatego, że... teraz w wielu książkach się on pojawia. 

W kontynuacji Szóstki Wron rozdziały są pisane już z "perspektywy" całej głównej szóstki bohaterów - ku ścisłości w narracji trzecioosobowej (bo nie wiem czy o tym wspominałam w recenzji pierwszego tomu a nie chce mi się sprawdzać). Moje opinie co do postaci pozostają nadal takie same. Nadal największą sympatią darzę Ninę i Matthiasa. Kaz mimo bycia zimną maszyną przejawia jakieś ludzkie uczucia. Ale z drugiej strony po tym co go spotkało - takie zachowanie wszystko wyjaśnia. Z Inej nadal się nie lubię. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale ta postać no nie przemawia do mnie. A  jeśli chodzi o Jespera i Wylana - do nich jestem nastawiona obojętnie, choć bardziej wolę Wylana, jeśli mam już wybierać. 
Jeśli zaś chodzi o całą resztę...
Z tego co udało mi się wyczytać i wywnioskować pojawiają się bohaterowie z Trylogii Grisza, której ja co prawda nie czytałam, ale no... wspomnę żeby nie było. I czy pisałam, że lubię Pekkę? Jest świetny!
Niestety muszę was zmartwić pewną wiadomością dotyczącą głównej szóstki. 
Jedno z nich umiera. Było to na tyle przykre, że nawet ja, osoba która na ogół do fikcyjnych śmierci podchodzi z obojętnością, trochę posmutniałam.

Tym oto optymistycznym akcentem kończę tą plątaninę słów mających być recenzją. 
8/10 

sobota, 5 sierpnia 2017

Moja Lady Jane



Prześmieszna, fantastyczna, romantyczna i (niezupełnie) prawdziwa historia Lady Jane Grey. Książka Moja Lady Jane autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows to jedyna w swoim rodzaju opowieść fantasy osadzona w tradycji ustanowionej przez Narzeczoną dla księcia Williama Goldmana, której bohaterami są król niespecjalnie garnący się do królowania, jeszcze mniej garnąca się królowa i szlachetny rumak, a która nie grzeszy przesadnie nabożnym szacunkiem dla źródeł historycznych. Bo czasem nawet historii trzeba nieco pomóc.

Szesnastoletnia Lady Jane Grey, mająca niebawem wyjść za zupełnie obcego mężczyznę, wplątuje się w konspirację, celem której jest obalenie jej kuzyna, króla Edwarda. Ale Jane nie zawraca sobie głowy takimi błahostkami, skoro ma niebawem zostać królową Anglii.








O to kolejna książka z tych, których byłam pewna, że nie przeczytam, a stało się zupełnie inaczej. Pewnie tak pomyślałam ze względu na to, że jest to fantasy historyczna, a ja no...nie bardzo za taką przepadam mimo, że samą historię lubię i chętnie czytam o historycznych faktach. Dobrze, że jednak zdecydowałam się kupić tą książkę, bo po skończeniu jej lektury byłam naprawdę nią mile zaskoczona.

Pomysł jest godny pogratulowania i całkiem kreatywny. Dobrze, że autorki zdecydowały się napisać własną wersję historii o lady Jane Grey (hej! to prawie jak Jean Grey!) bo ta autentyczna jest dość... no nie wiem smutna? Innego słowa nie potrafię znaleźć więc niech będzie te. Na samym początku książki znajduje się jakby streszczenie historii tej bohaterki, więc wszystko jest bardzo ogólnie wyjaśnione. Choć ja jako istotka z natury ciekawska przeczytałam oczywiście trochę więcej o tej bohaterce (i skończyłam daleko, daleko za osobą Królowej Elżbiety hi hi).

Fabuła...Hmm...Ciężko mi coś o niej powiedzieć bo to w końcu historyczna fikcja bazująca na autentycznych wydarzeniach. Nie była jakaś mega zaskakująca - przynajmniej dla mnie. Prawdę powiedziawszy niektórych rzeczy domyślałam się chwilę przed ich ujawnieniem. Lepiej też czytało mi się początek niż koniec, ale tu winę ponosi raczej to, że w pewnym momencie miałam jakąś nie moc czytelniczą i kończyłam tą książkę nieco na siłę, mimo że mi się podobała. Jeśli jednak nie jesteście przekonani właśnie przez te związki z historią to... Nie zwracajcie na to uwagi. Naprawdę niewiele ta książka ma wspólnego z prawdą historyczną.


Jeśli chodzi o bohaterów to jestem raczej wobec nich neutralna. Nie byli wkurzający, ale mimo wszystko jakoś nie potrafiłam się z nimi zżyć. W ostatecznym rozrachunku polubiłam jednak najbardziej z trio EdwardxJanexGifford, właśnie Gifforda.


Jeśli jednak szukacie jakieś fajnej książki to spokojnie możecie po nią sięgnąć. Jest zabawna, szybko się ją czyta i myślę, że na wakacje jest dobra. 
7,5/10

wtorek, 1 sierpnia 2017

Ulubieńcy miesiąca: Lipiec


grafika August, summer, and hello
źródło
Witajcie wszyscy!
Kolejny początek miesiąca = kolejne podsumowanie.
Niestety miesiąc wolnego minął mi bardzo szybko. Choć pewnie nie tylko mi. A do szkoły, mimo tego, że tą do której akurat chodzę lubię, nie mam ochoty wracać. 
Ale, ale starczy tego narzekania (choć to nie byłabym ja gdybym sobie czegoś nie po krytykowała) i przechodzę do podsumowania.

1. Muzyka
Hamilton zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce pozostawiając całą resztę daleko za sobą. Niestety nie potrafię przestać słuchać piosenek z tego musicalu. Czy można się uzależnić od musicalu? Wychodzi na to, że tak. A najgorsze, że nikt w moim otoczeniu nie ma pojęcia o jego istnieniu i nie mam z kim o nim porozmawiać...
Ale! Żeby nie było, że tylko o Hamiltonie to słuchałam jeszcze tych o to utworów:



A tak a pro po Nędzników - to nawet znalazłam wersję anime. Niestety tylko po angielsku. 

Znalezione obrazy dla zapytania koe no katachi filmweb Znalezione obrazy dla zapytania O północy w Paryżu
2. Filmy
Nawet nie wiecie ile ja się ich naoglądałam. Nie wymienię jednak wszystkich bo to byłby materiał na osobnego posta, tylko te które najbardziej do mnie trafiły.
Zatem obejrzałam: O północy w Paryżu - i rany, to było takie świetne. Zwłaszcza, że sama czasami mam wrażenie, że nie pasuję do teraźniejszego świata. Obejrzałam także Aż do kości, które nieco mnie zawiodło, ten serial na podstawie Ani z Zielonego Wzgórza (meh, zapomniałam tytułu) i Azyl. I moje kolejne małe odkrycie anime - Koe no Katachi. Ale niestety (albo stety) to jest anime i wielu ludzi pewnie z tego względu nie zwróci uwagi na ten film. A szkoda bo jest naprawdę warty zobaczenia.

 
3. Książki
Przeczytałam 10 książek, podobnie jak w czerwcu. Obkupiłam się też całkiem nieźle więc możecie spodziewać się na dniach book haulu.
W lipcu przeczytałam:
Ostatni Olimpijczyk (R. Riordan)
Zagubiony Heros (R. Riordan)
Zgromadzenie Cieni (V. Schwab) - recenzja
Miasto cieni (R. Rigg)
Biblioteka dusz (R. Rigg)
Syn Neptuna (R. Riordan)
Tajne akta Obozu Herosów (R. Riordan)
Znak Ateny (R. Riordan)
Dom Hadesa (R. Riordan)
Moja Lady Jane (C Hand, J. Meadows, B. Ashdon)


grafika broadway, hamilton, and alexander hamilton
źródło
Odnośnie Hamiltona i książek:)
4. Inne
Były moje imieniny. I zbliżają się moje urodziny (właściwie to już jutro - jak ten czas leci). 
Generalnie jednak cały lipiec przesiedziałam w domu. Co mi jak najbardziej pasuje, bo nie mam ochoty na żadne wyjazdy. 

A wam jak minął poprzedni miesiąc?
Pozdrawiam i do napisania.