wtorek, 11 lipca 2017

Zgromadzenie Cieni

Upłynęły cztery miesiące, odkąd w ręce Kella wpadł czarny kamień. Cztery miesiące, odkąd przecięły się ścieżki antariego i dziewczyny z Szarego Londynu, Delilah Bard. Cztery miesiące, odkąd książę Rhy został ranny, Kell i Lila pokonali rządzące Białym Londynem bliźniaki Dane, a kamień wraz z umierającym Hollandem wrzucili w otchłań Londynu Czarnego.

Pod wieloma względami sytuacja prawie wróciła do normalności, chociaż... Rhy spoważniał, a Kella dręczą wyrzuty sumienia. Antari nie przemyca już przedmiotów między światami – jest nerwowy, nawiedzany przez sny z udziałem złowieszczej magii, skupiony na myślach o Lili, która zniknęła mu z oczu w porcie, tak jak zawsze tego pragnęła. 

Tymczasem w Czerwonym Londynie trwają przygotowania do Igrzysk Żywiołów, spektakularnego i kosztownego międzynarodowego turnieju – mającego na celu rozrywkę i zachowanie dobrych stosunków z sąsiednimi mocarstwami. Na zawody przybędzie wielu gości, a wśród nich starzy przyjaciele na pewnym statku pirackim. 

Jednakże, podczas gdy wszyscy w Czerwonym Londynie skupiają się na czekających ich emocjach sportowych i towarzyszących igrzyskom przyjęciach, w innym Londynie rozkwita życie, a ci, którzy mieli rzekomo odejść na zawsze, powracają. Jak cień, który znika w nocy, lecz pojawia się znów kolejnego dnia, tak odżywać zdaje się Czarny Londyn. Tyle że magia wymaga równowagi, więc by odrodził się Czarny Londyn, inne miasto musi upaść...

***

Kurczę, totalnie nie mam pojęcia od czego zacząć. 
W porównaniu z pierwszym tomem, czyli Mroczniejszym Odcieniem Magii dla mnie te książki to niebo a ziemia. Przy czym ziemia to MOM a niebo to ZC.
 Nie piszę oczywiście, że pierwszy tom był zły, ale momentami był po prostu zwyczajnie nudny i mimo niewielkiej objętości czytało się go czasami dość opornie. 
W Zgromadzeniu Cieni zaś autorka obiera cel fabularny, książka zaczyna mieć w końcu główny wątek i mimo dość sporej różnicy stronicowej czyta się ją o wiele lepiej niż tom pierwszy. I co najważniejsze jest o wiele bardziej interesująca od tomu pierwszego. Autorka rozbudowuje świat, nie skupia się już tylko na jednym miejscu - choć akcja nadal rozgrywa się w Londynie. Poznajemy bohaterów którzy pochodzą z innych królestw.

Nie obyło się jednak bez uczucia znużenia. 
Pierwszy rozdział to akurat była dla mnie udręka i strasznie ciężko mi było przez niego przebrnąć, ale dobrze że się nie zniechęciłam bo dalej jest już o wiele lepiej. Także jeśli kiedyś będziecie czytać tą książkę to się nie zniechęcajcie i czytajcie dalej :D

Odnośnie zakończenia. Co to miało być ja się pytam? Za coś takiego autor powinien dostać karę (nie wiem jeszcze jaką). Nienawidzę takich zakończeń, przez które nine można normalnie funkcjonować bo koniecznie chce się wiedzieć co będzie dalej. To jednak wielka niewiadoma. A autorka właśnie coś takiego zrobiła. 
Oczywiście nie jest to złe, bo w końcu o to chodzi żeby jakoś czytelnika zachęcić do tego aby sięgnął po kolejny tom. Ale czekanie jest jak tortura - gdyby mój angielski był lepszy to bym sięgnęła oczywiście po wersję pisaną w oryginale, ale niestety jest on beznadziejny i zanim bym przeczytała trzeci tom wyszedłby on po polsku. Także pozostaje mi tylko omijać szerokim łukiem informacje spoilerowe o tej książce.

Ale w książce oprócz lepszego rozwinięcia fabuły, bohaterowie również zostają lepiej przedstawieni niż w Mroczniejszym Odcieniu Magii. Bohaterowie drugoplanowi są zdecydowanie bardziej interesujący. Osobiście najbardziej polubiłam z nich Alucarda, który jest dla mnie po prostu wybitny XD. 
Kell...Szkoda mi się go strasznie zrobiło pod koniec książki. Strasznie mu też współczuję takiego losu i tego co on czuje. Mam nadzieję, że w ostatnim tomie w końcu będzie...szczęśliwy. Nie wiem jak to ująć, ale mam dzieję, że będzie miał szczęśliwe zakończenie. Szkoda tylko, że autorka nie rozwinęła wątku jego pochodzenia.
Jest też więcej Rhya, co mnie ucieszyło bo go również polubiłam. Dodawał on swoimi uwagami trochę humoru w książce.
I tak naprawdę jedyną postacią za którą nie przepadam jest Lila. Nie wiem jakoś nie potrafię jej polubić. Irytowała mnie tym swoim zachowaniem. Odnosiłam wrażenie, że jest ona typem osoby, która myśli, że może wszystko i jest nie wiadomo jak dobra. Ale żeby nie było, że widzę tylko jej wady to na końcu podobało mi się jak zareagowała na...coś :)
Liczę też na rozwój postaci króla i królowej Czerwonego Londynu. Myślę, że za mało uwagi im poświęcono.

Jestem tą książką zachwycona i dla mnie jest ona jedną z lepszych jakie przeczytałam w tym roku. Teraz pozostaje mi tylko czekać na kolejny tom i mieć nadzieję, że nie będzie gorszy od tego.

8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz