niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017

Tak jak co roku, pod jego koniec nadchodzi czas podsumowań. Niektórzy je lubią inni nie, ja osobiście zaliczam się do tej pierwszej grupy, ale to zapewne dlatego, że jestem typem osoby co ma wszystko poukładane i lubi wszelaką statystykę.
Na początku chciałam rozbić to na trzy posty, ale pewnie nikomu nie chciałoby się tego czytać więc stwierdziłam, że lepszym rozwiązaniem będzie umieszczenie całego podsumowania w jednym.
Mam nadzieję, że się nie zniechęcicie i go przeczytacie :)

***
W 2017 roku miałam w planie przeczytać 75 książek. Trochę mi z tym nie wyszło bo przeczytałam ich 67. Jest to trochę mniej niż w roku 2016, bo wtedy przeczytałam chyba 73, ale jestem zadowolona gdyż były to w większości jakościowo dobre książki i naprawdę niewiele było takich, które mi się nie podobały.
No i jak to mówią nie liczy się ilość lecz jakość.

Stwierdziłam jednak, że nie będę tu zamieszczać całej listy książek jakie przeczytałam w tym roku - jeśli jesteście ciekawi możecie zobaczyć je tu. Skupię się natomiast na tych najlepszych i najgorszych.

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU


Wszystkie jasne miejsca przeczytałam na początku roku, to naprawdę wspaniała choć smutna książka, ale że ja lubię czasami czytać takie cuda ta książka przypadła mi do gustu. Czas żniw to z kolei świetna książka fantastyczna, wypełniona akcją - nie sposób się od niej oderwać. Tak naprawdę jedynym minusem dla mnie był nieco skomplikowany świat i slang używany w książce (który jest co prawda wyjaśniony na końcu, ale mi się nie chciało sprawdzać na bieżąco znaczenia tych słów). Siedem minut po północy zapragnęłam przeczytać już wtedy kiedy wyszedł zwiastun, a kiedy obejrzałam film wiedziałam, że muszę dorwać książkę w swe łapki. Podobała mi się najbardziej z tych wszystkich książek lecz była też strasznie smutna, kiedy o niej pomyślę czuję pewną melancholię. Jeśli nie czytaliście to sięgnijcie - jest naprawdę cieniutka i szybko się ją czyta, ale przygotujcie się na lawinę emocji. Zgromadzenie cieni było jedną z książek na które wyczekiwałam z niecierpliwością w tym roku i było zdecydowanie lepsze od jej poprzedniczki, choć ta również zdobyła moje serce w tamtym roku. Dzieje się więcej, świat zostaje bardziej przedstawiony no i ta końcówka...chcę koniecznie następny tom. Najlepiej teraz. Illuminae co prawda nie kupiłam kiedy była ta akcja - wolałam poczekać aż trochę to ucichnie no i bałam się też, że mi się po prostu nie spodoba. Jak widzicie jestem jednak zadowolona, bo to było...Coś epickiego. Myślałam, że ze względu na formę będę to czytałam bardzo długo ale czytałam to bardzo krótko i z pewnością jeszcze kiedyś ją przeczytam po raz drugi. Zac & Mia to najzwyklejsza w świecie młodzieżówka, która zaciekawiła mnie fabułą - ja akurat lubię historie o ludziach, którzy są na coś chorzy. Zauważyłam, że jest porównywana do Gwiazd naszych wina pana Greena, ale moim zdaniem jest o wiele lepsza. Jakby prawdziwsza, bohaterowie to nastolatki i zachowują się właśnie jak oni, żadnych wyszukanych słów jak to miało w GNW. No i czyta się szybko a fabuła potrafi zaciekawić a nawet i zaskoczyć. Statek Umarłych, czyli ostatni tom trylogii Magnus Chase i bogowie Asgardu. Trochę szkoda bo dla mnie to najlepsze książki Riordana, przebiły nawet Percy' ego. Mogę mieć tylko nadzieję, że bohaterowie pojawią się w innych książkach tego autora. Władca Cieni - o rany, co to było! Pomijając okropną końcówkę (w tym kontekście, że kończy się po prostu źle dla bohaterów a nie, że mi się nie podobała) oraz ilość stron (prawie 1000) to jest to naprawdę wciągające, zacne czytadło, lepsze od Pani Noc, która mi się bardzo podobała. I teraz najgorsze co może być, czyli czekanie.


NAJGORSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU


Co prawda trzy, ale jednak...
Mimo moich win przeczytałam jedynie dlatego, że nie miałam co czytać. Nie wiem czemu, bo ja za książkami traktującymi głównie o miłości nie przepadam - serio są ważniejsze problemy niż zakochanie się. Książka wydała mi się lekko patologiczna - i chyba nie tylko mi bo takie zdanie słyszałam od dwóch innych osób. Dodatkowo działania bohaterów były krótko pisząc debilne - nie wiem kto odwala coś takiego bo się w kimś zakochał? Toż to chore jest. Buntowniczka z pustyni strasznie się rozczarowałam na tej książce, to chyba największe rozczarowanie tego roku. To co się innym w niej podobało, mi nie podobało się wcale. Męczyłam ją prawie trzy tygodnie, dodatkowo kilka rzeczy udało mi się przewidzieć więc zaskoczenia jakiegoś tam nie było. Z drugiej strony nie lubię historii w takim stylu jak ta. Małe życie - potężna cegła, która no...nie do końca mi się spodobała. Właściwie to miałam wrażenie, że autorka koniecznie chce zrobić z życia bohaterów dramat nawalając na nich różnorakie biedy i tragedie. O nie. Ja czegoś takiego nie lubię. Książka mogłaby być też trochę krótsza - albo mieć krótsze rozdziały - długie to coś czego nie cierpię o czym wspominałam w poprzednim poście. Mam wrażenie, że ta książka ma historie podobną do Promyczka. Obie książki są bardzo wysoko oceniane ale dla mnie nie były warte takich ocen.

No i tak się prezentuję najlepsze książki, które chciałabym (nie nadal chcę) jeszcze raz przeczytać i najgorsze buble o, których już zapominam.
Co do planów... Nie a bardzo lubię planować, ale kilka takich mam. Z tych ważniejszych to dobrze zdać maturę i dostać się na studia, może też zdać prawo jazdy choć z tym się nie spieszę i jakoś na razie jest ono w dalszych planach. Jakoś matura i studia wydają się mi ważniejsze od niego. 
Co do planów książkowych to nadal chcę przeczytać te 75 książek. 
Może mi się to uda.


grafika beautiful, gif, and dark
źródło

Na koniec chciałabym Wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku i oby udało się Wam wypełnić wasze postanowienia - a z tym to może być ciężko :D

środa, 20 grudnia 2017

6 rzeczy, których nie lubię w książkach

Wyszło 6, ale prawdopodobnie byłoby więcej.

***
Witajcie wszyscy
. Święta co raz bliżej, ale ja jakoś nie czuję tej atmosfery i jakoś nie cieszę się też zbytnio na nie a im bliżej do nich tym bardziej jestem zdenerwowana. Akurat na całe zdenerwowanie wpłynęło kilka sytuacji - w tym jedna sobotnia, ale nie będę o niej wspominać bo aż mam ochotę wysłać tą osobę do Mordoru. 
Ale nie ma tego złego bo poszłam sobie też do kina na Ostatniego Jedi - i cóż ja mogę rzec. Mi się podobał, chciałam tylko żeby był to dobry film i właśnie taki dla mnie był, tylko trochę krótszy mógłby być. Ale jak czytam opinie to mam wrażenie, że niektórzy oczekiwali nie wiadomo czego a wiadomo, że jak się zbytnio czegoś oczekuje to się można czasami bardzo na tym zawieść. Osobiście chętnie zobaczyłabym go jeszcze raz.

Ale zbaczam z tematu.
Postanowiłam dzisiaj napisać o kilku rzeczach których w książkach nie lubię. Bo o tym co jest złe i wkurza przeważnie pisze się łatwiej niż o tym co jest fajne. Przynajmniej dla mnie. Oczywiście wiecie, że kocham książki dużą częścią mego serca - podobnie jak inni książkoholicy. Jednak osobiście uważam, że nawet w pozornie idealnej rzeczy może być coś co sprawia, że już taka idealna nie będzie - to dodaje jej przynajmniej autentyczności. Rany. Mam wrażenie, że zaczynam tu za bardzo analizować więc może już przejdę do tematu.

***

Gruba książka + miękka okładka = złamany grzbiet
No dobrze, dla mnie w sumie to już trochę bez różnicy. Ale jednak muszę przyznać, że jest to trochę irytujące i nie zbyt ładnie później taka książka wygląda na półce. Wymyślne sposoby czytania też nie zawsze dają radę i grzbiet niestety się łamie. Kojarzycie pewnie nowe książki Cassandry Clare - Mroczne Intrygi. Są to dość opasłe tomiszcza - w miękkich okładkach niestety - i niestety dotknął je powyższy "przepis na złamany grzbiet". Choć nie we wszystkich książkach się on sprawdza, bo np. takie Imperium Burz trzyma się nieźle a jest podobnej grubości.

Okładki bez skrzydełek 
Kiedy książka ma okładkę broszurową to tak jakby ma też dodatkową ochronę przed zagięciami i przed jej rozdwajaniem się. Kiedyś rogi zwykłych okładek zaklejałam taśmą klejącą żeby je uchronić przed rozdwajaniem, ale teraz już tego nie robię. W sumie ten patent się sprawdzał, ale taśma czasami odpadała a poza tym na niektórych okładkach po prostu taśma nie chciała się trzymać.

Schematyczność
Szczególnie jest to zauważalne w momencie kiedy jakaś książka się wyróżnia od innych a niektórzy autorzy wzorują się na niej po to by ich powieść też się jakoś wybiła. A szkoda bo później powstają nie potrzebne kłótnie o to która książka jest lepsza, porównywanie i tym podobne rzeczy. Z drugiej strony robi się to też powoli nudne no bo ile można w końcu pisać o podobnych rzeczach tylko w inny sposób? Potrzeba trochę powiewu świeżości i nowych historii. 

To będzie już ostatni tom...A nie napiszę jeszcze jeden! - zbędne przedłużanie serii oraz nie potrzebne kontynuacje. 
Z tymi kontynuacjami u mnie jest tak, że po prostu ich nie czytam. Może gdyby były chociaż dobre, ale jak czytam opinie które są w większości negatywne no to wiadomo. Nie będę marnować czasu na coś co wiem, że mi się nie spodoba i przeczytam coś innego. Albo przedłużanie serii - tu na myśl przychodzi mi Sarah. J. Mass która ponoć miała zakończyć Dwór Cierni i Róż na trzeciej książce, ale ponoć pisze kolejny tom. I w tym momencie już nie wiem co myśleć. Czy to skok na kasę, czy autorka ma rzeczywiście pomysł na dalsze losy bohaterów. 

Tytuły na grzbiecie
A raczej to w jaki sposób są drukowane. Jestem raczej perfekcjonistką. Wiecie książki ułożone od największej do najmniejszej, autorami itd. - wszystko równe. Ale strasznie mnie irytuje drukowanie tytułów książek w różne strony. Co prawda mam tylko dwie takie książki, ale no. Straszne mnie to drażni. Albo kiedy się ścierają. Później są takie oskubane kurczaki.

Długie rozdziały
Czasami o tym wspominam podczas pisania recenzji. Niespecjalnie za nimi przepadam. A dlaczego? Ano dlatego, że czytam książki od rozdziału do rozdziału żeby nie przerywać sobie wątku w połowie. Wolę kiedy ma dużo rozdziałów, ale są one krótkie niż kilka długich. Strasznie męczy taka ciągłość, a rozbicie na kilka rozdziałów daje taką...przejrzystość w tekście, szybciej się go czyta. Najdłuższy rozdział w książce, którą czytałam miał chyba coś ponad 100 stron. I gdyby nie to, że książka była ciekawa to byłaby z tego masakra.

***

No i to wszystko co mi w książkach nie pasuje. Jak wspominałam może być tego więcej, ale aktualnie nie mogę sobie przypomnieć innych rzeczy. 
A wy czego nie lubicie w książkach? Co was w nich denerwuje?
Dajcie znać w komentarzach. Swoją drogą śmiesznie się złożyło, że dałam notkę o tym czego nie lubię 4 dni przed świętami.
Pozdrawiam i do napisania :)

piątek, 8 grudnia 2017

Początek wszystkiego



Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.

Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.



Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.



Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.





Początek wszystkiego zaciekawił mnie już dawno - chyba było to w czerwcu bo wtedy to właśnie miała swą premierę ta książka - w głównej mierze dzięki ciekawej zajawce pierwszego rozdziału. Dobry patent żeby zachęcić ludzi do przeczytania książki - napisać pierwszy rozdział tak, aby od pierwszych słów wciągnąć czytelnika.

No i owszem. Tu ten patent zadziałał, ale im dalej w las tym było...hmm... Gorzej nie bardzo tu pasuje bo sama książka zła nie była choć przyznam, że jednak spodziewałam się czegoś innego niż dostałam. A dostałam stereotypowe amerykańskie społeczeństwo szkolne (wiecie, coś w stylu najlepsi siedzą przy TEJ ławce a cała reszta gnieździ się na TAMTYCH ławkach - i tym podobne rzeczy jakie możemy zobaczyć np. w filmach). Nie wiem jak wam, ale mi coś takiego trochę przeszkadza. 
Innym minusem był wykorzystywany motyw inności jednostki - w tym przypadku Cassidy - i co oczywiste zwrócenie uwagi naszego głównego bohatera właśnie na taką jednostkę. Ta sytuacja powtarza się w większości młodzieżówek (obyczajowych) przez co robi się to trochę nudne. 
Żeby jednak nie było iż jedynie się czepiam a nic nie mówię o tym co mi się podobało teraz o tym wspomnę. Fabularnie nie jest co prawda jakoś wybitnie. Tak szczerze to momentami się trochę nudziłam i niektóre wątki zastąpiłabym innymi  lub bym po prostu odpuściła. Ale muszę przyznać, że autorka ma całkiem przyjemny styl pisania dzięki któremu książkę przeczytałam dość szybko - może zajęłoby mi to dzień, ale dochodzą jeszcze obowiązki, wiecie. 
Inną rzeczą jaka mi się podobała to same zakończenie książki.  W ogóle do głowy mi nie przyszło coś takiego.

Bohaterowie byli dla mnie tacy...nijacy i nie przejmowałam się jakoś specjalnie ich losem. Tak jak wspominałam byli raczej w większości przedstawieni - przynajmniej dla mnie - w dość stereotypowy sposób. Nie zbyt też podobała mi się kreacja postaci Cassidy - jak z resztą jakoś obyło się bez żadnych...hmm...grymasów z mojej strony na ich zachowanie tak przy niej... Najpierw okazuje zainteresowanie Ezrą a później nagle traci. To tak jakby powiedzieć "teraz cię lubię, ale za minutę już mam cię dość i możesz sobie iść". Rozumiem to ze względu na jej historię, ale generalnie to tak się nie robi i takie zachowanie uważam po prostu za głupie.

Ostatecznie książka nie była taka jaka myślałam, że będzie. Mogę nawet napisać, że trochę się nią rozczarowałam. Był to jednak dobry wybór pod względem czegoś krótszego do czytania zamiast ciągłego pochłaniania fantastyki. Generalnie możecie ją przeczytać, ale nie spodziewajcie się czegoś specjalnego. To raczej taka książka na wakacje bardziej. 
I nie wiem czy tylko ja tak mam, ale napisy na książkach w stylu takim jak ten, który był obecny na tej - Masz jedno życie. Dzikie i cenne. - są dla mnie zbyt optymistyczne. Albo to ja jestem zbyt pesymistyczna. Chociaż ten cytat całkiem mi się spodobał.
6,5/10

piątek, 1 grudnia 2017

Ulubieńcy miesiąca: Listopad

grafika december, snow, and christmas
źródło
*wczoraj spadło u nas tyle śniegu, że tylko odrobina więcej i krajobraz byłyby podobny do tego z obrazka*
Listopad minął mi trochę wolniej niż grudzień. W dodatku strasznie się rozleniwiłam - nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek nie chciało mi się tak bardzo nic robić. Mogliście to zauważyć po mojej znikomej obecności na blogu, ale myślę, że na razie tak będzie aż do matury bo jednak zależy mi bardzo aby dostać się na jeden z tych kierunków które mnie interesują. O dziwo mimo mojego lenistwa, listopad wypadł całkiem nieźle pod względem filmowym i książkowym.

***
1. Muzyka
Coś mnie tknęło by przesłuchać wszystkich piosenek z soundtracku z obu części Strażników Galaktyki. Słuchałam też dużo muzyki instrumentalnej, ale tak najbardziej przykuła moją uwagę Arrival of the birds. 

Znalezione obrazy dla zapytania thor ragnarok filmweb Znalezione obrazy dla zapytania pianista filmweb
2. Film
Aktualnie na języku polskim przerabiamy literaturę z II wojny światowej więc na lekcji oglądaliśmy Pianistę - myślę, że większość z was oglądała ten film a jak nie to przynajmniej co nie co kojarzy. Ja co prawda oglądałam go kilka razy, ale było to dość dawno i mało co pamiętałam. Poza tym filmem oglądałam raczej takie o lżejszej tematyce np. Strażników Galaktyki cz. 2; Vaianę i nowego Thora. 

3. Książki
Tu było zdecydowanie lepiej niż w październiku gdzie przeczytałam tylko 3 książki mimo, że teraz w listopadzie przeczytałam 5 książek. Skorzystałam też z biedronkowej promocji i wzbogaciłam się o dwie nowe książki choć to nie jedyne jakie mi się w tym miesiącu zdobyć bo jak teraz sobie w myślach zestawiłam to wyszło, że w tym miesiącu przybyło do mnie aż 6 nowych książek - z czego kilka, które chciałam kupić sobie na święta. 
Książki przeczytane w listopadzie:
Władca Cieni (C. Clare)
Dwór Mgieł i Furii (S. J . Mass)
Cień Wiatru (C. R. Zafon)
Początek wszystkiego (R. Schneider)
Zdążyć przed Panem Bogiem (H. Krall)
+ dwa opowiadania ze zbioru opowiadań T. Borowskiego

Z innych rzeczy:
Mam owego lokatora bowiem na początku listopada zamieszkał ze mną i moją rodzinką szczeniak - wabi się Klementyna (ja wiem, imię nietuzinkowe, znaczy mniej więcej "delikatny, cichy, spokojny" co do niej kompletnie nie pasuje, w sumie wybraliśmy je dosyć przypadkowo - tak nagle wpadło do głowy; zabawne są jednak reakcje ludzi kiedy słyszą jak ona się wabi)

No i w sumie to tyle. Nie mam pojęcia jak to będzie z tym pisaniem w tym i kolejnych miesiącach. Niby coś zaplanowane mam, ale no...zobaczymy. 
Do napisania! 


wtorek, 7 listopada 2017

Dwór cierni i róż


Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya…




Swego czasu było dość głośno o tej książce. Ja ją po raz pierwszy zobaczyłam na oczy kiedy moja koleżanka kupowała ją na targach w moim mieście. Tak się składa, że przez dwa lata z rzędu były one w takim czasie, że można było kupić książki Mass kilka dni przed premierą. 


Żałuję trochę, że wtedy jej nie wzięłam bo okazało się, że jest to bardzo dobra książka. Miałam trochę obaw przez te porównania do Pięknej i Bestii - nie przepadam za tą historią, ale na szczęście stanęło tylko na obawach.  Z drugiej strony jednak też dobrze, że poczekałam aż wyjdą wszystkie trzy tomy. Mogę teraz spokojnie sięgnąć po pozostałe dwa i nie czekać na nie z niecierpliwością i krążącym w głowie pytaniem "Co będzie dalej?"


Ale zostawmy wstęp i przejdźmy do fabuły.

Pewien problem stanowił dla mnie początek. No bo tak szczerze to już mi się deczko znudził motyw łowcy/łowczyni czy tam jakiegoś myśliwego, biedy klepanej przez rodzinę i różnych tym podobnych wątków. Moim zdaniem jest to dość często powtarzany motyw i dobrze by było go jakoś zmienić bo zaczyna się to robić po prostu trochę nudne. Ale odchodzę od tematu.
Poza tym małym problemem na początku później czytało mi się to dość dobrze. Miałam jednak wrażenie, że właściwa część fabuły zaczęła się dopiero gdzieś tak w połowie książki - a może i trochę dalej. W tym właśnie momencie książka wydała mi się być najlepiej napisana. Na swoje nieszczęście zachciało mi się ją kończyć wtedy kiedy miałam akurat sprawdzian następnego dnia - wtedy chyba czyta się najlepiej XD Cale 200 stron przeczytałam w godzinę. 
No, ale cóż się dziwić - to Mass przecież. Czy może być coś nie tak z jej książkami?

Odnośnie bohaterów...
Chyba żaden mi jakoś "nie podpadł" - w tym sensie, że go nie polubiłam. No dobrze może poza tą ich królową której imienia nie mogę zapamiętać (ale ja zawsze miałam problem z zapamiętywaniem imion). Nie poczułam jednak z nimi jednak jakiejś więzi. Tamlin wydaje mi się być jakiś podejrzany z tym swoim zachowaniem. Feyra była mi całkowicie obojętna i tak naprawdę to polubiłam jedynie Rhysanda (no jakże by inaczej - z tego co czytałam to dużo ludu go lubi) oraz Luciena. Zdenerwował mnie też na końcu pewien zabieg który dotyczył Feyry. Możliwe, że wspomniałam o nim w recenzjach innych książek tej autorki. Nie wiem jednak jak to ująć w taki sposób by wam niczego nie zaspoilerować.  Może ktoś kto czytał już tą książkę się domyśli. Napiszcie w komentarzu.

Podsumowując całość to tak jak wspominałam cieszę się, że jednak przeczytałam tą książkę. Była co prawda dla mnie trochę gorsza od Szklanego Tronu i nie czułam takiego "przymusu" żeby od razu po skończeniu sięgnąć po kolejny tom tak jak to było właśnie w przypadku Szklanego Tronu. Jeśli jednak spodobała się wam poprzednia seria to śmiało możecie sięgnąć po tą książką. Albo też i zacząć swoją przygodę czytelniczą z tą autorką. Myślę, że chyba ta książka jest do tego lepsza bo czasami czytałam opinie gdzie ludzie pisali, że nie podobał się im początek Szklanego Tronu.
7,5/10

czwartek, 2 listopada 2017

Ulubieńcy miesiąca: Październik

grafika autumn, fall, and november
źródło
Kolejny miesiąc minął w oka mgnieniu - aż ciężko uwierzyć, że jest już listopad choć nie tak dawno zaczynała się szkoła. Przydałoby mi się też tu w końcu coś napisać bo ostatnia notka jest chyba z 14 października. Powód w sumie jest jeden i jest to moje lenistwo - nie tylko do pisania ale też do czytania, nauki i wielu innych rzeczy. Cóż... Mam nadzieję, że mi trochę przejdzie (chociaż w to wątpię). Przez to swoje lenistwo przeczytałam bardzo mało, napisałam też, dopiero pod koniec miesiąca coś drgnęło, ale to pewnie dlatego, że mam teraz wolne aż do poniedziałku no i przez to, że kupiłam sobie suche pastele. Fajnie się nimi rysuje tylko człowiek chodzi później z kolorowymi łapami.
No, ale nie przedłużając przechodzę do podsumowania.

***

1. Muzyka
W sumie to tylko jedna jakoś mi w tym miesiącu przypadła do gustu. A no i także jeszcze polska wersja piosenki (z Hamiltona oczywiście) Dear Theodosia w wersji Accantusa :)



 
2. Książki
He, he...Przeczytałam tylko trzy. Nędznie trochę, ale niektórzy nawet tylu nie czytają w ciągu roku, więc pod tym względem jest nieźle. No i była też premiera trzeciej części Magnusa Chase na którego czekałam bardzo długo.
Książki przeczytane w październiku:
Zac & Mia (A. J . Betts)
Statek Umarłych (R. Riordan)
Dwór Cierni i Róż (S. J. Mass) - wreszcie się odważyłam ją przeczytać i powiem wam, że jestem bardzo zadowolona, że jednak się do niej przekonałam. Choć Szklany Tron jednak bardziej mi się podobał.

Znalezione obrazy dla zapytania Nietykalni Znalezione obrazy dla zapytania Bogowie
3. Filmy
Oglądałam mało i głównie to co już kiedyś obejrzałam i leciało akurat w TV. Byli to np. Nietykalni - bardzo lubię ten film i lubię do niego wracać; Bogowie i Shigatsu wa kimi no uso (albo Your lie in April). No i to chyba tyle. 

***
I oto całe podsumowanie. 
A wam jak minął miesiąc? Co ciekawego przeczytaliście w październiku?
Ode mnie to tyle.
Miłego dnia i do napisania :)

sobota, 14 października 2017

Time of the day BOOK TAG

Witam, witam.
Myślę, że przydałoby się coś tutaj w końcu napisać bo trochę tu mnie nie było. Są to jednak uroki bycia tegorocznym maturzystą - choć nadal nie widzę sensu w zadaniu dwudziestu paru stron pracy domowej, którą i tak mało kto potrafi zrobić. 
Ale w każdym razie nie długo kolejne wolne więc jakoś idzie przeżyć. 25 października dodatkowo wychodzi nowy Magnus Chase i bardzo się cieszę z tego powodu i jakoś udaje mi się "żyć" mimo nawału pracy. Życie od premiery do premiery oraz od wolnego do wolnego hi, hi XD
Dzisiaj zapraszam was na tag, który znalazłam jakieś milion lat świetlnych temu. Nieco tematycznie bo teraz zauważam jak szybko mija mi dzień i mimo, że siedzę w tych okropnych podręcznikach mam wrażenie, że i tak ten czas mija mi bez produktywnie bo uczę się nie do matury tylko po to aby zaliczyć sprawdziany. 

***


1. Czas wstawać!
Książka która otworzyła ci oczy na gatunek, którego wcześniej nie znałeś.
Hmm...Igrzyska Śmierci otworzyły mi oczy na wiele gatunków. Chociaż nie wiem czy to się liczy bo mam do tej książki wielki sentyment gdyż była to pierwsza książka, która tak bardzo mi się spodobała, że zaczęłam sięgać po inne pozycje. Także może na jakiś konkretny gatunek oczu mi nie otworzyła, ale generalnie na same książki tak.



2. Nie ma czasu na żadne śniadanie.
Książka która stoi na twojej półce od wieków.
Od wieków to może nie, ale od ponad roku tak. A jest to... Czarnoksiężnik z Archipelagu. Próbowałam go przeczytać, ale szło mi dość opornie więc go odłożyłam i tak sobie leży...od września 2016. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz.



3. Czas spędzony w podróży do szkoły/pracy.
Książka, którą przeczytałeś podczas podróży.
W autobusie to ja generalnie nie czytam, bo nie lubię. Wolę patrzeć przez okno. Ale podczas wakacyjnego wyjazdu zawsze biorę ze sobą książkę i ją czytam już na miejscu. W tym roku była to Historia pszczół.



4. Trudny dzień w pracy/szkole.
Książka przez którą było ci ciężko przebrnąć.
Aktualnie czytam - chociaż nie to za mocne słowo. Aktualnie próbuję czytać Ferdydurke - za mną już ok. 100 stron a nie pamiętam nic. Mam wrażenie jakbym czytała jakiś chińsko - arabski. Ostatnio też przeczytałam Buntowniczkę z pustyni przez którą również ledwo przebrnęłam - zajęło mi to prawie trzy tygodnie. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii o tej książce to odsyłam was do recenzji.

5. Czas lunchu.
Lekka, łatwa i niezobowiązująca książka.
Niestety, ale nie przypominam sobie takiej. Chyba za dużo czytam książek, które poruszają jakieś ważne tematy. 



6. Czas na podsumowanie twojej pracy.
Książka, którą kupiłeś ze względu na recenzję - pisaną lub obejrzaną.
Mało mam takich książek. Są to m. in Czerwona Królowa, która była całkiem dobra choć z perspektywy czasu uważam ją za raczej przeciętną. Promyczek to kolejna taka książka, ale tu to bardzo się zawiodłam.



7. Czas do domu.
książka w której główny bohater jest w jakimś etapie podróży.
A może by tak książka w której nie jest? Bo bohaterowie  właśnie głównie są na jakimś etapie podróży w swoim życiu. Ale żeby nie było to podam coś bardzo oczywistego, czyli Hobbita. Tam i z powrotem.



8. Czas na obiad i rozmowę.
Książka o której mało osób mówi ale ty ją kochasz.
Kocham to może za mocne słowo, ale bardzo mis się podobała książka Zac & Mia - niby młodzieżówka po której tak na prawdę nie powinno się spodziewać nie wiadomo czego, ale mi się bardzo podobała. No i czyta się też bardzo szybko.


9. Czas na odpoczynek przy telewizorze.
Twoja ulubiona książka, którą zekranizowano.
A żeby to była tylko jedna. Mam trochę tych ulubionych książek, które miały ekranizacje np. Igrzyska Śmierci - całkiem niezłe filmy, ale jednak wolę książki; Percy Jackson - filmy beznadziejne, ale książki za to genialne, czy Władca Pierścieni - tu ciężko mi się wypowiedzieć, bo jak już przeczytałam Władcę a potem jeszcze raz obejrzałam filmy to widać jak są one okrojone. Ale w sumie to lubię oba.


10. Czas do łóżka.
Książka, która aktualnie znajduje się na twoim stoliku nocnym.
Wspomniany wyżej Ferdydurke. Nie jest to coś co czytam z własnej woli bo to moja lektura. Chociaż nie. Ja tego nie czytam. Ja to męczę. Wymęczyłam około 100 stron. I nic nie wiem o tej książce. Pamiętam tylko oczywiście słowo "upupić". Nie wiem jaki ma to cel, prawdopodobnie humorystyczny, ale u mnie wzbudza jedynie zażenowanie. I chyba tego nie przeczytam do końca, bo zwyczajnie mi szkoda na to nerwów i czasu. Swoją drogą nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak książka denerwowała. 


11. Późna noc.
Książka, której nie mogłeś odłożyć, więc czytałeś do późna.
Dawca - świetna książka. Kupiłam za 10 zł w Biedronce w tamtym roku w wakacje i tak mi się spodobała, że jak zaczęłam ją czytać to nie mogłam przestać bo koniecznie musiałam wiedzieć co będzie dalej się działo, aż ostatecznie przeczytałam całą. 

 ***
No i to wszystkie pytania. 
Jak widzicie trochę tego jest, ale mam nadzieję, że daliście radę i dotarliście do końca.
Pozdrawiam i do napisania!

piątek, 6 października 2017

Ulubieńcy miesiąca: Wrzesień

grafika october, hello, and autumn
źródło
Witajcie wszyscy w kolejnym już - i to spóźnionym - podsumowaniu miesiąca. Miało być ono pierwszego dnia miesiąca jak zazwyczaj, ale przez szkołę złapałam ogólnego lenia na wszystko co sprawiało mi przyjemność (hmm...depresja szkolna?). No i się złożyło, że nie korzystałam z laptopa przez dwa tygodnie. Ale się jakoś przemogłam i teraz jestem tutaj i piszę...
 Tsa...
W każdym razie...

***

1. Muzyka
Słucham głównie tych trzech piosenek:





 

2. Książki
Powróciłam do swojej standardowej liczby książek, którą czytam w ciągu roku szkolnego, czyli 4. No w porównaniu z Lipcem i Sierpniem ten wynik wypada bardzo słabo, ale było za to całkiem nieźle jakościowo.
Książki przeczytane we wrześniu:
Złodziejka książek (M. Zusak) 
13 powodów (J. Asher) - RECENZJA
Illuminae (J. Kristoff; A. Kaufman)
Buntowniczka z pustyni (A. Hamilton) - RECENZJA
+ mangę Koe no katachi - nie pamiętam polskiego tytułu XD
Generalnie to jednak nie mam ochoty ani czasu by coś przeczytać. 

Znalezione obrazy dla zapytania dunkierka film Znalezione obrazy dla zapytania spiderman homecoming
3. Filmy 
Pamiętam, że obejrzałam na początku września Służące, bo leciały w TV. Poza tym obejrzałam nowego Spidermana, który był całkiem dobry i w sumie to fajnie się go oglądało. Z nowości filmowych to obejrzałam jeszcze Kingsmana oraz Dunkierkę (bo Nolan - lubię jego filmy jeszcze na żadnym z tych których obejrzałam się nie zawiodłam; swoją drogą fajny soundtrack jest w tym filmie).

***
Cz u was też jest taki zapierdziel, brzydko mówiąc? Bo u mnie trochę przesadzają - doszło do tego, że zamiast pisać kartkówkę normalnie na lekcji trzeba zostać po...Dodatkowo dowiedziałam się dzisiaj od nauczycielki, że nie powinniśmy mieć czasu wolnego...Cóż ja nie mam nawet czasami kiedy zjeść o spaniu nie wspomnę...
Przepraszam, że was tym tak męczę, ale strasznie mnie to wkurza. Wiem, że w maturalnej klasie jest dużo pracy, ale no...Czas dla siebie trzeba też mieć, a nie tylko na lekcje i pracę domową, która notabene i tak nic nie daje tylko czas zabiera bo większość albo robi byle jak albo zżyna z internetu. 
Ale żeby nie było, że tylko narzekam to się pochwalę, że moja rozprawka była jedną z lepszych w klasie :D

Na dzisiaj to tyle.
Pozdrawiam i do napisania!

wtorek, 26 września 2017

Buntowniczka z pustyni

Ooo Alexander Hamilton
We are waiting in the wings for you...
A nie! Wróć! Alwyn Hamilton. Ale cóż ja poradzę, że tak bardzo lubię ten musical i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to nazwisko tej pani. 
Tyle słowem wstępu. Teraz zapraszam na recenzję.

***

Bardziej wybuchowa niż proch strzelniczy!

Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, w których dżiny wciąż parają się czarami. Lud Miraji coraz mocniej występuje przeciwko tyranii Sułtana. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk nie jest ani magiczna, ani mistyczna – to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji.

Buntowniczka wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina – tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przepuszcza jednak, że jedna, ryzykowana decyzja, sprawi, że będzie musiała uciekać przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu.

Wybaczcie, że walnę tak prosto z mostu, ale...
Jestem okropnie - powtarzam - okropnie rozczarowana tą książką. Zawód roku 2017? Tak. Chyba tak. 

Nie bardzo wiem jak pisać recenzję tej książki więc będzie ona jeszcze krótsza niż jest zwykle. 
Strasznie długo ją czytałam we wtorek byłyby trzy tygodnie więc też nie bardzo pamiętam co mi się podobało a co nie. Chyba jednym z powodów jej nie lubienia jest to, że nie przepadam za historiami które mają miejsce na pustyni. Nie lubię baśni Z tysiąca i jednej nocy ani Alladyna - jak gdzieś coś widzę/słyszę to się "wyłączyłam". Ale tu postanowiłam dać szansę, bo opinie, zachwyty ludzi i zachwyt mojej kumpeli. 

No cóż...Przeczytałam. Nie było to coś co miło wspominam a raczej już o tym zapominam. Trochę się pomęczyłam i podenerwowałam. I koniec. Przyjemności raczej nie miałam, ale bądź co bądź była to książka jednak ciekawsza od lektury, więc jakiś pozytyw jest :) Nie bardzo podobał mi się język - miałam wrażenie, że dialogi są dziwne przez co wypowiedzi bohaterów również takowe były co utrudniało mi czytanie i wciągnięcie się w książkę. Efekty tego widać - w mojej ocenie.

Kwestie fabularne - mam wrażenie, że gdzieś coś kiedyś było - tyran - władca; buntownicy; walka i tym podobne - wszystko działo się w wielu różnych miejscach, tylko nie na pustyni (no dobrze może i też na, ale nie pamiętam czy czytałam taką książkę). Nie bardzo podobało mi się też jak została pokierowana fabuła - głównie się nudziłam choć zdarzyły się chyba dwa momenty gdzie rzeczywiście coś interesującego zaczęło się dziać i się wciągnęłam. 
No i dochodzi też kwestia tego, że przez moje rozkminy przewidziałam dwie rzeczy - wychodzi na to, że ja nie mogę rozkminać fabuły bo zacznę ją przewidywać. Polega to mniej więcej na tym, że:
X miał/a brata/ siostrę Y, ale ona zaginęła/ umarła czy co tam jej się jeszcze mogło stać.
*Hmm...Czyżby Z to w rzeczywistości był/a Y?*
kilka stron później...Z to Y
Tak to mniej więcej wygląda. I tu też to miało miejsce. A dlaczego się tak łatwo tego domyślić? Bo wielu autorów stosuje podobne zabiegi. 

Co do bohaterów...Nie polubiła żadnego z nich. Może to powód długiego czasu czytania, ale wydali mi się raczej tacy mało wyraziści. Ale jak przed chwilą wspomniałam - to pewnie powód długiego czytania książki. 

Nie wiem, może drugi tom jest lepszy od tego ja jednak nie będę po niego sięgać bo zwyczajnie szkoda mi czasu na coś co mi się nie podoba. Przeczytana i tyle. Pewnie wkrótce zapomnę o czym nawet była - chociaż w sumie to już trochę zapomniałam, hi hi XD W każdym razie...daję jej ocenę, która uszczęśliwiłaby ucznia, ale w skali czytelniczej jest po prostu zła.
4,5/10

A wy czytaliście tą książkę? Co o niej sądzicie?


sobota, 16 września 2017

Book Haul #10

Albo wakacyjny.

***
Hej, cześć i czołem!
Wpadam dzisiaj nieco wykończona i przy okazji też wkurzona tym co mnie czeka w szkole,  z czymś co poprawia humor - przynajmniej nam, książkoholikom, czyli nowymi książkami. No dobrze. Nowe to już takie nie są bo kupiłam je podczas wakacji albo krótko przed nimi. W każdym razie - nie przedłużam i już wam je pokazuję.


Nawet nie wiecie jak się namęczyłam robiąc to zdjęcie.
Od góry:
Kształt twojego głosu (Yoshitoki Oima) - to co prawda manga, ale anime które zostało nakręcone właśnie na jej podstawie strasznie mi się podobało więc postanowiłam ją kupić. Niestety był tylko drugi tom, i to przedostatni mimo, że jeszcze dzień wcześniej były oba. 
Tajne Akta Obozu Herosów (Rick Riordan) 
Wichrowe Wzgórza (Emily Bronte) - i tu zaskoczenie bo bardzo mi się ta książka podobała, począwszy od konstrukcji bohaterów do jej klimatu. Może tylko mogłabym się przyczepić trochę do fabuły, ale generalnie to jednak ją polecam. Szczególnie na listopadowe wieczory.
Siedem minut po północy (Patric Ness)
Zac & Mia (A.J Betts) -  i kolejne pozytywne zaskoczenie. Fajna książka, może nie arcydzieło, ale jednak warto ją przeczytać - zwłaszcza, że jest pisana dość płynnie dzięki czemu szybko się ją czyta no i fabuła jest dość ciekawa mimo, że opis brzmi jak kolejny dramat z chorobą w tle.
Słońce też jest gwiazdą (Nicola Yoon) - RECENZJA
Historia Pszczół (Maja Lunde) 
Zgromadzenie Cieni (V.E Schwab) - RECENZJA 
Gdzie kolejny tom? Nie wolno tak kończyć książek!
Moja Lady Jane (Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows) - RECENZJA
Bibliotek Dusz (Ransom Rigg) 
Miasto Cieni (Ransom Rigg)
Pierwszych Piętnaście Żywotów Harry' ego Augusta (Claire North)
Koralina (Neil Gaiman) 
Królestwo Kanciarzy (Leigh Bardugo) - RECENZJA

Z ciekawości postanowiłam zważyć wszystkie te książki, które widzicie na zdjęciu + tą mangę. I wyszło, że ten stosik waży równo 6 kg. Całkiem sporo, ale o dziwo nie miałam zbytnich trudności z jego podniesieniem. Tsa...Ale zakrętki od butelki nie potrafię odkręcić. Gdzie tu logika XD

***
Nie wiem jak wy, ale ja się czuje jakby zamiast tych dwóch tygodni szkoły minęły już dwa miesiące. W ogóle nie czuję jakby były wakacje. W dodatku jestem w klasie maturalnej i nauczyciele nie djaą chwili wytchnienia - ok. Ja rozumiem, ale kurczę nauka to nie jest jedyna rzecz, którą chcę robić przez kolejne osiem miesięcy. Zwłaszcza tych przedmiotów których nie zdaje na maturze. 
Cóż mam nadzieje, że u was jest trochę lepiej. 
Pozdrawiam i do napisania.

niedziela, 10 września 2017

13 powodów

Co to się stanęło? 
Przeczytałam (kolejną) książkę po którą nie miałam zamiaru sięgać. Co prawda tu sprawa wyglądała inaczej bo dostałam ją jako spóźniony prezent urodzinowy. Generalnie jednak nie miałam zamiaru po nią sięgać.  Z dość głupiego jak dla mnie powodu, ale no stało się i przeczytałam.



Nie możesz zatrzymać biegu wydarzeń. Nie możesz cofnąć czasu. Jedyny sposób, by odkryć tajemnicę… …to nacisnąć „play”. 

Clay Jensen wraca do domu ze szkoły i przed drzwiami znajduje dziwną paczkę. W środku jest kilka taśm magnetofonowych nagranych przez Hannah, koleżankę z klasy, która dwa tygodnie wcześniej popełniła samobójstwo. Dziewczyna wyjaśnia, że istnieje trzynaście powodów, dla których zdecydowała się odebrać sobie życie. Clay jest jednym z nich i jeśli wysłucha nagrania, dowie się dlaczego. Chłopak przez całą noc kluczy po mieście, a za przewodnika służy mu głos Hannah. Staje się świadkiem jej bólu i osamotnienia, a przy okazji poznaje prawdę o sobie i otaczających go ludziach, której nigdy nie chciał stawić czoła. Z przeraźliwą jasnością dociera do niego, że nie da się cofnąć przeszłości, podobnie jak nie da się powstrzymać przyszłości…





Niestety albo stety należę do tej grupki ludzi którzy najpierw zaczęli oglądać serial a później dopiero sięgnęli po książkę. I chyba jestem też jedną z nielicznych którym serial się nie podobał (choć nie wiem czy powinnam go oceniać bo dałam radę dotrwać tylko do czwartego odcinka). I w sumie też dlatego zrezygnowałam z czytania książki. To jest właśnie ten ów głupi powód, ale to też pierwszy raz kiedy po obejrzeniu ekranizacji nie miałam najmniejszej ochoty czytać książki na podstawie której ona powstała. No, ale z czystej grzeczności ją przeczytałam.
I....

I było całkiem nieźle. 
Co prawda tematyka książki, czyli samobójstwo raczej do mnie nie przemawia, ale książkę czytało mi się na prawdę dobrze. Mimo tego jednak przeczytanie jej zajęło mi prawie tydzień (dostałam ją we Wtorek skończyłam w Sobotę), ale to już wina szkoły (głównie prac domowych po których miałam ochotę na...nic. Nawet nie chciało mi się słuchać Hamiltona ani rysować) niż tego, że czytało mi się ją opornie. 
 Język jest całkiem...poczytny? Nie wiem jak się tu wyrazić - w każdym razie trudności z przeczytaniem tej książki nie powinniście mieć problemu. Fabularnie to już zależy od tego co lubicie, ale jak ja nie przepadam za książkami o samobójcach (z jednym wyjątkiem) tak tą przeczytałam z zaciekawieniem. 

Jest jednakże jeden problem. 
A właściwie kilka problemów a są nimi...bohaterowie. Szczególnie Hannah. A bardziej powody, które spowodowały że popełniła samobójstwo. Od razu mówię, że nie usprawiedliwiam tych wszystkich bohaterów którzy w jakiś sposób ją skrzywdzili. Niektóre jednak powody były jak dla mnie trochę... szukane na siłę, tak jakby bohaterka specjalnie doszukiwała się we wszystkim negatywnych rzeczy, aby popełnić samobójstwo. Dla mnie większa część tych powodów była zwyczajnie naciągana. Choć gdzieś przeczytałam, że w serialu były one bardziej...(znowu zapomniałam co mam napisać)...hmm... realne. Nie bardzo wiem jak to ująć.
Jeśli chodzi o większą część reszty. Kurczę. Jacy oni byli kreatywni (a raczej autor bo to on ich stworzył). Z drugiej strony, Hannah miała z nimi negatywne doświadczenia więc nie rozumiem motywów jej działania w pewnej sytuacji, która nastąpiła pod koniec książki. Ech...I ja chcę być psychologiem.
Dobrze jest jednak pokazane jak z pozoru mało ważne błahostki mogą wpłynąć na przyszły bieg zdarzeń i do czego mogą doprowadzić (tzw. efekt śnieżnej kuli , który się przewijał na stronach książki). 

Nie powiem, że jest to świetna książka i na pewno nie należy do grona moich ulubionych, które przeczytałam w tym roku. Nie jest też to książka która pozostaje na długo w pamięci - przynajmniej u mnie tak było.  Myślę, że jednak warto po nią sięgnąć. Nawet po to żeby uświadomić jak nasze zachowanie i czyny wobec innych osób mogą później na nie wpłynąć.
(tak sobie pomyślałam, że tą książkę powinna przeczytać większa część mojej klasy z gimnazjum)

7,5/10

sobota, 2 września 2017

Ulubieńcy miesiąca: Sierpień

grafika September, autumn, and hello
źródło
No i się zaczyna...
Co prawda dopiero 4 września, ale no...
ZACZYNA SIĘ!!!
***
Cześć i czołem!
Witam wszystkich w drugi dzień września tym optymistycznym akcentem. Sorry za to, ale jak zobaczyłam swój nowy plan lekcji to szczena mi opadła - a tak na prawdę to bez komentarza bo ten plan to brzydko mówiąc kupa i układał go jakiś kosmita. Ale pocieszam się tym, że mam lepszy niż pierwsze klasy, hi hi :D Takiego jak oni to nawet ja nie miałam.

***

1. Muzyka
Zatem - faza na Hamiltona trochę osłabła (trzy miesiące - mój nowy rekord), ale i tak słucham przynajmniej raz dziennie jakiś piosenek z tego musicalu. Dzięki storyboardowi odkryłam taką fajną piosenkę, którą możecie posłuchać poniżej. Pewnie was nie obchodzi ten musical, ale ten storyboard jest cudny. Tyle o nim

Poza tym słuchałam też:

 
2. Książki 
Mój plan przeczytania 26 książek spalił na panewce, bo przeczytałam...23 książki. A nie chciało mi się czytać na siłę dla jakieś głupiej liczby. W samym sierpniu przeczytałam 10 książek - plus minus jedna bo nie miałam co czytać a nie mogłam spać i tak jakoś wyszło, że wzięłam pierwszą lepszą książkę i ją przeczytałam. A o to i lista:
Pierwszych 15 żywotów Harry' ego Augusta (C. North)
Krew Olimpu (R. Riordan)
Królestwo Kanciarzy (L. Bardugo) - recenzja
Miecz Lata (R. Riordan)
Młot Thora (R.Riordan)
Dawca (L. Lowry)
Wichrowe Wzgórza (E. Bronte)
Ponad Wszystko (N. Yoon) - recenzja
Historia Pszczół (M. Lunde)
Koralina (N. Gaiman) - recenzja

Znalezione obrazy dla zapytania Amadeusz
3. Filmy
W tym miesiącu się schytrzyłam i spisywałam wszystkie tytuły w kalendarzyku. Trochę się tego uzbierało, a dokładnie 16. Z tych ciekawszych to obejrzałam wszystkie części Indiany Jones'a, trzy odcinki Fullmetal Alchemist oraz film Amadeusz.

4. Inne
Były moje urodziny - 18 już i jak na razie same z tym wiekiem problemy. Pod koniec sierpnia pojechałam na 3 dni na wieś - było nieco nudno, ale na pewno lepiej niż w mieście. Zrobiłam coś sobie z piętą i teraz ciężko mi chodzić - akurat teraz kiedy chodzić będę musiała dużo. No a poza tym to przesiedziałam większą część miesiąca w domu.

***
No i to w sumie by było na tyle, jeśli chodzi o podsumowanie. 
A jak wam minął sierpień? 
Pozdrawiam i do napisania.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Do niedokończenia...

...czyli o kilku seriach/cyklach/trylogiach (niepotrzebne skreślić) których mam zamiar nie kończyć.

***
Witam wszystkich serdecznie!
Na początku przestrogę was przed dzisiejszym postem bo jest on dość...krytyczny i jeśli nie lubicie kiedy ktoś wyraża swą negatywną opinię o waszych ulubionych książkach to możecie już tego nie czytać.
*Ale tak na serio to czytajcie.*
Ponieważ ostatnio dopadł mnie ten okres niemocy czytelniczej (choć u mnie wygląda to raczej tak, że chcę czytać ale nie wiem co) z którym każdy czytelnik miał chociaż raz do czynienia, postanowiłam "wyczyścić" listę czytelniczą z tych książek których nie chcę już przeczytać mimo, że kiedyś chciałam. A, że zauważyłam iż posty w których narzekam są dość często czytane postanowiłam zrobić zestawienie serii których nie chcę kończyć.
Tyle słowem wstępu.

***
1. Cykl: Promyczek
Kim Holden
Książka o której było swego czasu bardzo głośno. Bardzo wysokie oceny i w większości pozytywne opinie (z małymi wyjątkami) zachęciły mnie do kupienia tej o to książki. No i okazało się, że...Promyczek wcale nie jest taki wspaniały i, że należę do tej na prawdę nie licznej grupy osób, którym się on nie podobał. Podejrzewam, że miałam zbyt wielkie wymagania co do tej książki, ale skoro ma taką ocenę to powinna zwalić mnie z nóg. W końcu opinia zobowiązuje. Fabuła również nie była dla mnie zbyt zaskakująca i prawdę powiedziawszy domyśliłam się zakończenia gdzieś mniej więcej w połowie książki. Aczkolwiek jej atutem są przynajmniej bohaterowie.
Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii odsyłam was do recenzji.

2. Cykl: Czerwona Królowa
Victoria Aveyard
Tutaj sprawa wygląda nieco inaczej z cyklem o którym pisałam wyżej.
 Pierwszy tom bardzo mi się podobał i pochłonęłam go chyba w nie całe dwa dni. Byłam bardzo ciekawa tomu drugiego, ale...Okazał się być o wiele, wiele gorszy od swojego poprzednika. Mimo, że od czasu przeczytania Szklanego Miecza minęło już sporo czasu to nadal doskonale pamiętam jak męczyłam się z tą książką. A kiedy poczytałam opinie o trzecim - głównie negatywne - wiedziałam, że nie będę marnować swojego czasu na coś co z każdym tomem jest gorsze. No i swoją drogą nie rozumiem poczynań autorki, która chce napisać jeszcze jedną część. Po co? Czyżby skok na kasę?

3. Cykl: Mimo moich win
Tarryn Fisher
Ta książka jest dla mnie potwierdzeniem, że zawsze powinnam mieć w swojej biblioteczce kilka książek "na czarną godzinę". Pożyczyłam ją od mojej koleżanki ponieważ nie miałam czego czytać i po prostu wariowałam z tego powodu.
 (można powiedzieć, że byłam trochę jej testerem bo mimo, że to jej książka przeczytałam ją jako pierwsza...tak jak dwie inne)
Powiem wam tak - pierwsza część tej trylogii... To była najgorsza książka, którą jak dotąd przeczytałam w tym roku. Bohaterowie i ich zachowanie - ręce mi opadały, bo było ono takie nie logiczne i głupie. Nie wiedziałam czy się z nich śmiać czy płakać. 
Nie wiem co jeszcze napisać więc odsyłam was do recenzji jeśli jesteście ciekawi. Generalnie jednak nie polecam.

***
Wybrałam tylko te trzy cykle ponieważ
a) co za dużo to nie zdrowo, a post wydaje mi się już być trochę przydługi
i b) resztę tych wszystkich cykli czytałam dość dawno i nie pamiętam dlaczego mi się podobały.
Czytaliście coś stąd?
Ode mnie na dziś to tyle.
Pozdrawiam i do napisania!

czwartek, 17 sierpnia 2017

CLASSIC BOOK TAG


Tag znaleziony w odmętach internetu.
***
Witam was wszystkich!
Aby nie pisać ciągle recenzji dla odmiany dzisiaj będzie nieco klasycznie. Jak wspomniałam wyżej tag znalazłam w odmętach internetu i spodobał mi się na tyle, że postanowiłam go wykonać mimo, że klasyki czytam niewiele. Głównie to co mi "karzą" w szkole - chociaż to ostatnio dzieje się równie rzadko bo szkoda mi marnować czas na coś czego nawet nie zapamiętam. 
Nie przedłużając więc...

***

Popularna klasyka, która nie przypadła ci do gustu.
Duma i uprzedzenie. 
Nie powinnam co prawda oceniać książki, której nawet nie skończyłam, ale zrobię dzisiaj wyjątek
Krótko mówiąc była to dla mnie książka nużąca i jej jedynym plusem byli całkiem ciekawie skonstruowani bohaterowie oraz to, że była dobra na moją bezsenność ;)


No i przynajmniej jest ładnie wydana.

O którym wieku/ okresie historycznym lubisz czytać najbardziej?
Zacznijmy od tego, że ja generalnie bardzo rzadko czytam książki, które dzieją się w czasach historycznych. Ale z tych wszystkich, które udało mi się przeczytać najwięcej spodobało mi się książek, które dzieją się w XVIII wieku. No i w sumie lubię też ten okres czasowy. Lubię także okres 20 - lecia międzywojennego i myślę, że książka dziejąca się w nim by mi się spodobała. Aczkolwiek dla mnie pierwsze miejsce i tak zajmuje epoka Renesansu - choć to tylko dlatego, że żył w niej jeden z moich ulubionych artystów.

Ulubiona bajka.
Nie mam chyba takiej. Na ogół raczej mi się one nie podobały. 

Klasyka, której nieznajomości wstydzisz się najbardziej?
Eee...Żadnej? 
Mogłabym się wstydzić tego, że nie przeczytałam tych wszystkich klasyków, które musiałam znać na rozszerzony polski, ale tak naprawdę wcale się nie wstydzę. Bo jak już wyżej wspominałam - jeśli czegoś nie dam rady przeczytać to tego nie czytam. 
Proste? Proste.

Pięć klasycznych powieści, które planujesz przeczytać w najbliższym czasie.
W najbliższym czasie to może nie, ale mam zamiar kiedyś przeczytać te o to książki:





Przeraża mnie jednak objętość Przeminęło z wiatrem - to istna cegła!

Ulubiona współczesna powieść bazująca na klasyce.
Pewnie tego sporo jest, ale mi do głowy przyszedł Szklany Tron, który jest oparty bodajże na Kopciuszku. Ale czy to moja ulubiona książka...Niby należy do grona ulubionych, ale nie nazwałabym jej tą najulubieńszą.


Ulubiona ekranizacja filmowa/ serialowa.
Ja co prawda nie czytałam książki, ale bardzo lubię serialową adaptację Sherlocka. I całkiem fajni okazali się być także Nędznicy.

Najgorsza adaptacja klasyki.
Jeszcze  nie było mi dane takiej obejrzeć. Choć w sumie średnio mi się podobała Pani Bovary - książkę co prawda przeczytałam pobieżnie, ale tyle wystarczyło, aby zauważyć pewne nieścisłości.

Ulubione szaty graficzne, które chciałabyś mieć w swojej biblioteczce.
Może książka z kolekcji Barnes & Noble... Choć szczerze mówiąc to nie wiem jaką mogłabym wybrać.

Mało znana klasyka, którą chciałabyś komuś polecić.
Na razie jeszcze nic nikomu nie polecę bo to co przeczytałam było dla mnie zwyczajnie słabe i nie godne uwagi. No i zważywszy na to, że klasyki czytam niewiele nie mam też zbytnio co polecić. Ale może kiedyś to się zmieni :)

***
No to tyle.
 Dobrego dnia życzę i do napisania!