piątek, 21 października 2016

Królowa Tearlingu


Młoda księżniczka musi upomnieć się o tron i stoczyć bój z potężną czarownicą w decydującej rozgrywce między światłością a mrokiem.

Kelsea dorastała w ukryciu, z dala od królewskiej twierdzy, i niewiele wie o straszliwej przeszłości Tearlingu. Jej przodkowie odpłynęli z chylącego się ku upadkowi świata, by stworzyć nowy, wolny od technologii. Jednak społeczeństwo podzieliło się na trzy zastraszone narody oddające hołd czwartemu: potężnemu Mortmesne pod rządami okrutnej Szkarłatnej Królowej.


W dniu dziewiętnastych urodzin Kelsea wyrusza w niebezpieczną podróż do stolicy, gdzie ma zająć należne jej miejsce na tronie Tearlingu. Jednak zło, jakie odkrywa w sercu królestwa, popycha ją ku śmiałemu czynowi, który otwiera Szkarłatnej Królowej drogę do zemsty. Śmiertelnie niebezpieczni przeciwnicy – od skrytobójców po ludzi posługujących się najmroczniejszą magią krwi – snują plany zamordowania dziewczyny.


Kelsea dopiero rozpoczyna walkę o ocalenie królestwa. Pełna zagadek, zdrad i niebezpieczeństw droga do jej przeznaczenia jest próbą ognia, z której wyłoni się legenda... lub która doprowadzi do jej upadku.

***

Cóż ja mogę napisać tutaj o tej książce? Bardzo rzadko mam takie problemy. Niby łatwiej mi napisać coś złego o książce niż coś dobrego. Łatwiej mi dobrać słowa a poza tym przecież pastwienie się jest dużo prostsze. 

Zacznę może od tego, że mi a książka się nie podobała. Nie miałam jakiś specjalnie wielkich wymagań co do tej książki. Fabuła zapowiadała się na prawdę ciekawie.  Niestety na tej ciekawości się skończyło bo ona sama (fabuła) była dla mnie nudna i ciągnęła się jak flaki z olejem. Ale żeby nie było, że narzekam zbytnio dodam, że na początku prezentowała się ona ciekawie i była taka nietypowa. Nowa, że tak to ujmę. Inna od tych wszystkich które aktualnie wychodzą. Można było poczuć ten powiew świeżości. Niestety z każdym kolejnym rozdziałem była ona dla mnie co raz bardziej nużąca. No i te długie rozdziały - okropność. Zdecydowanie wolę, gdy książka ma rozdziały które mają po no nie wiem... nawet te 15 stron. Ale 30 to już przesada moim zdaniem. Och! I dodam jeszcze iż jest to książka w której nie ma wątku romantycznego! Chyba pierwsza taka książka od bardzo wielu miesięcy :D Co i tak nie zmienia tego, że książka mi się nie podobała.

Bohaterowie byli...ok. Nie było tam żadnych ochów i achów nad nimi. Do żadnego się nie przywiązałam i w sumie to było mi obojętne czy któryś z nich zginie czy nie. Czasami jednak dialogi między nimi były moim zdaniem deczko głupie (gdzieś mam nawet zaznaczony taki jeden który brzmiał dość dziwnie). 

Nie ocenię jej jednak na jeden bo po pierwsze - nie daję takich ocen. Staram się szukać zawsze czegoś dobrego w nawet najgorszych książkach. Dlatego więc ta otrzymuje ode mnie ocenę 4,5/10

2 komentarze:

  1. O widzisz, a ja miałam dokładnie na odwrót :P Początek (no dobra... pierwsza połowa, bo coś z 300 stron) mnie nieludzko męczył i gdyby nie to, że byłam na wyjeździe i nie miałam ze sobą innej książki, to pewnie bym nie dotrwała do końca. Dopiero po trzysetnej stronie zaczęło mnie to wkręcać (chociaż dalej szału nie było), ciekawić i w sumie zachęciło, do czekania na kolejny tom ;)

    Masz rację, dialogi w 70% były tak płaskie i od czapy, że najchętniej bym je pomijała, ale bałam się, że pominę jakiś istotny fragment.. więc czytałam, mimo bólu mojego książkowego serduszka :'(

    Co do wątku miłosnego, to mam wrażenie, że Johansen celowo zostawiła go sobie na potem, na kolejne części ;). Przecież na bank coś się stanie pomiędzy Kelsea a Duchem, no albo chociaż nią a Pen'em :P

    Pozdrawiam ciepło (bo zimno jest jak cholera!) ^^
    Q.

    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka z pewnością jest specyficzna i według mnie mimo iż główna bohaterka jest młoda, to nie powinno się jej zaliczać do książek młodzieżowych - ale w sumie zbaczam z tematu - mi książka się bardzo podobała i w ogóle się nie nudziłam. Chociaż fakt, nie zaznamy w niej zawrotnej akcji czy twistów fabularnych.
    Co do bohaterów to się zgadzam - ja w sumie polubiłam tylko Buławę. Duch zapowiadał się ciekawie, ale było go zdecydowanie za mało.
    Brak wątku romantycznego bardzo mi odpowiadał - w końcu książka, w której bohaterka ma ważniejsze rzeczy do roboty od problemów miłosnych. Była to miła odmiana - wręcz orzeźwiająca :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń