piątek, 2 lutego 2018

Ulubieńcy miesiąca: Styczeń

grafika february, hello, and snow
źródło
Doprawdy nie wiem jakim sposobem tak szybko minął mi styczeń. To pewnie przez to wolne, bo wiadomo że jak wolne jest to i czas szybciej leci. Trochę mnie to jednak przeraża, bo jest już luty, który przecież jest krótkim miesiącem, zaraz będzie marzec, potem kwiecień i nadejdzie ten nieszczęsny maj  - a wraz z nim matury. To będzie chyba najgorsze kilka miesięcy. Pociesza mnie jedynie to, że będę miała długie wakacje :D No chyba, że nie zdam matury albo będę chciała ją poprawiać. A jak nie zgłupieję przez stres to będzie jedno z największych moich wyczynów tego roku.
Na razie jednak skupię się na podsumowaniu kolejnego miesiąca.

***
1. Muzyka
Odkryłam pewnego wokalistę (teraz imię podam bo mam dostęp do internetu - Sufjan Stevens), którego imienia nie potrafię w ogóle zapamiętać (ale to u mnie norma - nie potrafię zapamiętać imion i twarzy ludzi). Właściwie to odkryłam go dzięki pewnemu filmowi a potem już samo poleciało. Poza nim słuchałam tylko piosenek z filmu Coco.

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania tamte dni tamte noce helios Znalezione obrazy dla zapytania kształt wody plakat Znalezione obrazy dla zapytania coco plakat
2. Film
Udało mi się obejrzeć dwa filmy z tegorocznych premier jakie miałam w swoich planach, a są to Kształt wody oraz Tamte dni, tamte noce. Oba mi się bardzo podobały, choć trochę boli mnie tytuł Tamte dni, tamte noce - niby pasuje do fabuły filmu, ale do oryginalnego tytułu ma się nijak (Call me by your name). Z tego też filmu są właśnie powyższe dwie piosenki. W ogóle to fajnie ogląda się takie włoskie, leniwe lato w tą naszą nie - zimę, która bardziej przypomina jesień. Chyba jednak nigdy już nie spojrzę na brzoskwinie nie myśląc o tym filmie. Obejrzałam także Coco - i jest to chyba jeden z najlepszych filmów animowanych jakie kiedykolwiek oglądałam. Sama w ciągu miesiąca obejrzałam go z 6 razy. Naprawdę wam go polecam. 

3. Książki
Udało mi się przeczytać 5 książek z czego jestem zadowolona, bo to pierwszy styczeń od 3 lat kiedy to przeczytałam książek 5 a nie 4. Przyznam jednak, że nie miałam zbytnio ochoty czytać - miałam (i w sumie nadal mam) sporo do zrobienia z matmy i powoli mnie to wykańcza - i tak szczerze to zadawanie 8 działów powtórzenia na dwa tygodnie jest moim zdaniem bez sensu.
Książki przeczytane w styczniu:
Władca pierścieni: Powrót Króla (J.R.R.Tolkien)
Dżuma (A. Camus)
Siedem minut po północy (P. Ness)
Przeczytałam także 4 mangi: W stronę lasu świetlików i 3 tomy Wilczych dzieci.

Z innych rzeczy...To nie działo się nic godnego uwagi. No może poza próbnymi maturami, które poszły beznadziejnie. I weź tu człowieku znajdź motywację do nauki, kiedy mimo tego, że jednak starasz się nauczyć tych wszystkich "potrzebnych" rzeczy i tak ci nie wychodzi. 
Z tych milszych wydarzeń to oczywiście rozpoczęcie ferii, które kończą mi się niestety w poniedziałek. 

Pozdrawiam i do napisania :)

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Jestem hejterem Book Tag

Dzisiaj notka dla osób z mocnymi nerwami, gdyż zamierzam nieco ponarzekać na kilka książek, które być może dla was okazały się odkryciem roku/miesiąca czy czego tam jeszcze i zaliczyliście je do ulubionych, ale mi po prostu nie przypadły do gustu.
Więc jeśli nie chcesz czytać co tam strasznego o nich napisałam to z tego miejsca się z Tobą pożegnam. Miłego dnia!
Całą resztę osób ciekawych mojej opinii zapraszam do przeczytania tej notki. 
Żartuję oczywiście. Jak macie ochotę to czytajcie wszyscy.
***

1. Co ja czytam!
Książka z błędami logicznymi.
Mam chyba farta albo jakąś amnezję ewentualnie bo prawdopodobnie nie czytałam takiej książki bądź też o niej już zapomniałam (na szczęście).



2. A ta/ten tu czego?
Książka z irytującym głównym bohaterem.
Oczywiście będzie to... Mimo moich win Tarryn Fisher. 
Nie tyczy się to jednak jedynie głównej bohaterki - Olivii, która swoim zachowaniem doprowadzała mnie chwilami do szewskiej pasji, ale całej bandy bohaterów, czyli jeszcze Leah i tego bezimiennego chłoptasia. Dla mnie ich zachowanie podchodziło momentami pod patologię, szczególnie Olivii wobec tego gostka. Nie zapominajmy też o żmii Leah. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z takimi bohaterami, którzy by tak działali mi na nerwy.



3. Grafomania.
Powieść z denerwującym stylem autora - denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.
Proszę o wybaczenie wszystkich osób, które uwielbiają to książkę, ale dla mnie jest to Buntowniczka z pustyni Alwyn Hamilton. Wiem, że sporo osób ją lubi , ale dla mnie czytanie jej było męczarnią. Dialogi były dziwne, przez co utrudniało mi to wciągnięcie się w historię. Nie pamiętam już zbytnio co tam się działo, ale z racji tego, że pominęłam kilka opisów to jednak też nie były one zbyt...ciekawe. Co do warsztatu...Nie mam pojęcia bo nie czytałam innych książek tej autorki, więc nie mam porównania. Nie był co prawda słaby, ale rewelacyjny też nie.



4. No i poco to było?
Drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.
Trochę jest takich książek, których drugi tom był niestety gorszy od pierwszego. Taką, która mnie bardzo zawiodła jest Szklany miecz Victorii Aveyard. To drugi tom Czerwonej królowej, która notabene bardzo mi się podobała i przeczytałam ją chyba w 2 dni o ile dobrze pamiętam. Zaś ten tom...ech. Tyle czekania i..i kicha. Pamiętam, że długo go czytałam, strasznie mi się dłużył a Mare z rozdziału na rozdział bardziej mnie tylko denerwowała. Nawet nie wiem jakim cudem ja jej dałam wtedy 7/10 bo teraz to by było jedynie 5/10 albo i mniej. Słyszałam jednak, że Mare w trzecim tomie jest ponoć jeszcze gorsza a sam tom też zbyt dobry nie jest. I tak w sumie nie mam zamiaru kończyć tej serii.

5. Schowaj ten czerwony dywan.
Książka niezasłużenie popularna.
Może nie książka, ale książki Pana Zielonego zwanego też Johnem Greenem. Podobało mi się tylko Gwiazd naszych wina, ale w sumie dla mnie jego książki są trochę podobne do siebie. No i momentami autor potrafi strasznie przynudzać. A bohaterowie? Każdy musi się jakoś wyróżniać.

6. Tak złe, że aż dobre.
Guilty read.
Pozostawię bez odpowiedzi, gdyż nic mi do głowy nie przychodzi.



7. Dobranoc pchły na noc.
Książka nad którą można zasnąć.
Ostatnią taką książką było dla mnie Małe życie (nie umiem odmienić imienia tej autorki). Nie wiem jak dla was, ale dla mnie czytanie o tym jak okropne było życie głównego bohatera oraz poznawanie dalszych jego problemów, których było nie mało było po prostu nudne. I nie wiem czy tylko ja tak miałam, ale często wydawało mi się, że autorka specjalnie nawala na bohaterów tragedie jakby chciała pokazać specjalnie zrobić z życia bohaterów dramat. Przepraszam bardzo, ale nie. U mnie coś takiego nie przejdzie.

8. A to co, farba się wylała?
Brzydka, irytująca okładka.
Na pewno będą to stare wydania Diabelskich maszyn i Darów Anioła. Nie lubię też okładek, takich jakby aksamitnych, bo strasznie się one palcują a później brzydko to wygląda. 

9. No i gdzie ten suspens?
Książka do bólu przewidywalna.
Eee...nie wiem. Mi się w sumie często udaje przewidzieć co będzie się działo w dalszej części książki. To w sumie nie jest trudne, bo jakby się zastanowić to wiele kwestii w książkach się powtarza. 

10. Depczesz mi po odciskach.
Rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie. 
No trochę tego jest, nawet robiłam o tym osobny post - 6 rzeczy, których nie lubię w książkach. W wielkim skrócie napiszę jednak, że są to okładki bez rogów, zbędne kontynuacje książek, grube książki - miękkie okładki, robienie z bohatera nie wiadomo kogo czy zaprzestanie wydawania kolejnych tomów.

*** 
Muszę się pochwalić, że przez tydzień udało mi się zrobić 4 działy z matematyki - a miałam ich 8 do zrobienia, więc... Całkiem nieźle. Choć i tak niektórych zadań nawet nie zaczynałam bo sama treść brzmiała jak chiński. 
Ech... Tylko przez tą matmę nie mam później na nic ochoty. 
Ale chyba zbytnio narzekam. Potem będzie gorzej, na razie jeszcze mam pewien luz. Nie będę też już was zamęczać moimi codziennymi "problemami" XD
Pozdrawiam i do napisania!

środa, 24 stycznia 2018

Okrutna Pieśń






Pierwszy tom bestsellerowej amerykańskiej serii „Świat Verity”. Autorka głośnych „Odcieni magii” powraca w wielkim stylu!


Kate Harker i August Flynn są następcami przywódców podzielonego miasta – miasta, gdzie z przemocy zaczęły rodzić się prawdziwe potwory. Kate chciałaby dorównywać bezwzględnością ojcu, który pozwala potworom wałęsać się po ulicach, a ludziom każe płacić za ochronę. August chciałby być człowiekiem, mieć dobre serce i odgrywać większą rolę w obronie niewinnych przed potworami – niestety sam jest jednym z nich. Może ukraść duszę, wygrywając pieśń na swoich skrzypcach. Jednak Kate odkrywa jego tajemnicę…

„Okrutna pieśń” wciągnie cię w świat pełen tajemnic i niepokojący wir postapokaliptycznej walki o przetrwanie. W mrocznym urban fantasy dwoje młodych ludzi musi wybrać, czy chcą zostać dobrymi czy złymi bohaterami – przyjaciółmi czy wrogami. A stawką jest przyszłość ich rodzinnego miasta.





Nawet nie wiecie ile ja na tą książkę czekałam. Po raz pierwszy usłyszałam o niej jeszcze przed jej premierą za granicą, potem o niej zapomniałam aż w końcu nastał ten piękny moment kiedy pojawiła się w noworocznych premierach wydawniczych. 

Nie sądzicie, że już sam opis nie brzmi znakomicie? Czytałam jak na razie tylko dwie książki tej autorki - Mroczniejszy odcień magii oraz Zgromadzenie Cieni, ale z czystej ciekawości przejrzałam też opisy jej innych książek. I muszę powiedzieć, że to jest chyba najbardziej oryginalna autorka z jaką się spotkałam. Jej książki są takie...nietypowe i wyróżniające się fabułą spośród innych. 
Tak jak np. właśnie Okrutna pieśń. 

Jak się więc pewnie domyśliliście fabuła w całości mnie porwała. Spodobało mi się także to, że w tej książce nie ma jasno określonych antagonistów i dobrych bohaterów. Tu są oni przedstawieni w taki sposób, że tak naprawdę na początku nie wiadomo do końca kto jest dobry a kto zły. Ci co w innych książkach są tymi złymi są przedstawieni jako ci dobrzy, a ci którzy tam byli tymi dobrymi są tutaj źli. Tak się jednak tylko może wydawać bo im dalej w las - albo raczej im dalej w książkę - tym robi się bardziej ciekawie, no i wiadomo ostatecznie kto ma łatkę tego złego. 

Ciekawie była też przedstawiona sama...hmm nie wiem jak to ująć...Fizjologia potworów? 
Podobało mi się to jak autorka wyjaśniła genezę ich powstania, ich cechy, zachowania czy to w jaki sposób właśnie się pożywiają. Sam pomysł z wykradaniem duszy podczas gry na instrumencie jest genialny. Trzeba mieć niezłą wyobraźnię żeby coś takiego wymyślić. 

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo muszę wspomnieć o jednej rzeczy, która nieco mi przeszkadzała i ostatecznie spowodowała, że Okrutna pieśń nie otrzymała u mnie maksymalnej oceny, czyli 10/10. A jest to zbyt długie rozwijanie akcji. Jeżeli ktoś czytał jej pozostałe dwie książki, które zostały u nas wydane być może wie co mam na myśli. Autorka moim zdaniem ma tendencję do zbyt długiego wprowadzania i rozwijania akcji, przez co pewnie niektórzy mogą się zniechęcić do dalszego poznania historii (żałujcie - warto te książki przeczytać). Tutaj akcja zaczęła nabierać tempa dopiero gdzieś w połowie książki - a może i nawet jeszcze dalej. Początek dla niektórych może być ciężki, ale jest na pewno łatwiejszy do przebrnięcia niż w MOM -  ie.

Przejdźmy do kwestii bohaterów. Wspomnę o nich jednak krótko, bo wydaje mi się, że gdybym zaczęła zbyt się nad nimi rozpisywać coś bym wam tu zaspoilerowała. 
Gdzieś czytałam, że August jest łatwiejszy do polubienia od Kate. Muszę się z tym zgodzić, bo faktycznie postać Augusta polubiłam niemalże od razu i jest to mój ulubiony bohater z całej książki. Momentami było mi go tak strasznie szkoda, ale jeżeli mam się zastanowić to większe współczucie jednak wzbudziła we mnie Kate. Starała się być taka jak ojciec, a ostatecznie stało się... to co się stało. Dodam jednak, że żaden bohater w tej książce mnie zbytnio nie zirytował - poza początkowym zachowaniem Kate.

Podsumowując - bardzo polecam wam tą książkę. Ma świetnych głównych bohaterów, ciekawą fabułę - no może poza tym długim rozwijaniem akcji, ale myślę że z tym sobie poradzicie. To prawdopodobnie jedna z najbardziej oryginalniejszych książek, które do tej pory zostały wydane. Osobiście uważam też, że powinna zostać wydana u nas jako pierwsza bo jednak MOM i ZC są nieco cięższe do czytania niż ta. Jeśli macie problem z czekaniem na kolejny tom pocieszę was też, że historia jest w niej zamknięta...no może poza jedną kwestią, ale da się wytrzymać :D Choć osobiście ciekawi mnie co autorka wymyśliła w drugim tomie. 

9/10

Mam też pytanie do osób, które przeczytały już Okrutną pieśń. Zauważyliście może, że w pewnym momencie książka pisana jest w trzeciej osobie a później nagle w jednym dialogu pojawia się narracja pierwszoosobowa by znów powrócić do trzeciej? Nie wiem czy to jakiś błąd w tłumaczeniu, czy to zabieg specjalny, czy też może jakieś feralne wydanie. 

(Rany. Już dawno nie napisałam tak długiej recenzji.)
Pozdrawiam i do napisania!
***
Skróty:
MOM - Mroczniejszy odcień magii
ZC - Zgromadzenie cieni

sobota, 20 stycznia 2018

Book Haul #11

Ostatni book haul był już bardzo dawno, bo chyba aż we wrześniu. Stwierdziłam jednak, że nie ma najmniejszego sensu dodawać ich co miesiąc bo ja osobiście zbyt wielu książek nie kupuję a czasami się zdarzy, że nawet w ciągu miesiąca nie kupię ani jednej. Dlatego też postanowiłam, że book haule będę publikować właśnie co cztery miesiące. Taki mały plan noworoczny :)

Przejdźmy jednak do tej fajniejszej rzeczy, czyli książek.
Przez ostatnie cztery miesiące kupiłam ich 10, więc jak widzicie niezbyt wiele. Prawie wszystkie kupiłam też na promocjach. No i wszystkie zostały już dawno przeczytane.
A oto i one.



*Blogger jak zwykle zżera jakość*

Od góry:
13 Powodów (Jay Asher) - dostałam ją na urodziny od koleżanki.
Statek Umarłych (Rick Riordan)
Ognisty Tron (Rick Riordan)
Cień Węża (Rick Riordan)
Początek Wszystkiego (Robyn Schneider)
Gdy słowa zawodzą (Julie Buxbaum)
Władca Cieni (Cassandra Clare)
Cień Wiatru (Carlos Ruiz Zafon) - kupiona w Biedronce na promocji.
Małe Życie (Hanya Yanagihara) - również kupiona na promocji w Biedronce.
Illuminae (Amie Kaufman, Jay Kristoff)

***
Ponieważ zaczynam ferie - swoje ostatnie notabene, no chyba że nie zdam trzeciej klasy liceum, ale to raczej mało prawdopodobne - możliwe, że uda mi się częściej tu zaglądać. Jestem też nieco uziemiona bo akurat w piątek po przyjściu ze szkoły - a nawet jeszcze przed pójściem - źle się czułam, no i okazało się, że zachorowałam. Trochę dobrze a trochę nie bo 8 działów z matematyki samo się nie zrobi przez dwa tygodnie. Choć z drugiej strony w takim przypadku ferie są moim zdaniem zbędne i równie dobrze można chodzić do szkoły. I ja naprawdę rozumiem, że to dla naszego dobra i żebyśmy zdali maturę (co i tak nie działa - potwierdzają to wyniki ostatnich próbnych gdzie ponad połowa nie zdała matmy), ale siedzenie w książkach całe dwa tygodnie to przesada. Choć pewnie i tak większość to oleje.
Kończę jednak ten wywód na temat szkolnych problemów, bo pewnie i tak to nikogo nie obchodzi.
Pozdrawiam i do napisania.

piątek, 12 stycznia 2018

Co będę czytać w 2018 roku?

Wiele razy w postach wspominałam, że nie lubię planować. Jest to dla mnie bez sensu gdyż większość osób i tak porzuca plany po kilku tygodniach choć i znajdą się takie, które sumiennie je wypełniają. Lubię jednak planować - czy też może wybierać - co chcę w danym miesiącu/roku obejrzeć. Co prawda i tak nic z tego nie wychodzi i planuję tylko kiedy mam więcej wolnego, ale no... lubię to robić. 

Postanowiłam więc zrobić taką mini listę książek, które zamierzam w tym roku przeczytać . Większość z książek co prawda już wyszła a większość będzie miała jeszcze swoją premierę, więc ograniczyłam się jedynie do kilku pozycji. 


Jak widzicie nie jest tego dużo bo tylko 10 książek, których nawet nie mam pewności, że przeczytam. Najbardziej chcę przeczytać...wszystkie XD A tak na serio to jestem strasznie ciekawa Okrutnej pieśni bo od kąt o niej usłyszałam to wyczekiwałam aż pokaże się w planach wydawniczych no i jest. Doczekałam się. Empress to drugi tom Diaboliki, która co prawda nie była jakimś wspaniałym czytadłem - raczej takim przeciętnym , ale na tyle ciekawym żebym zdecydowała się sięgnąć po drugą część. Jest tylko kwestia wydania - jak wydadzą to super jak nie to przeczytam kiedy indziej. To samo tyczy się Geminy - mój angielski jest beznadziejny i sama raczej bym długo ją czytała, ale że Illuminae było genialne dałam ją tu. Cinder "chodzi" za mną już od kilkunastu miesięcy więc chyba najwyższa pora po nią sięgnąć. Nowy Riordan to coś czego sobie nie odpuszczę - jedynym problemem jest to, że wychodzi wtedy kiedy ja mam tą nieszczęsną maturę, nie przeszkadza mi to jednak w zakupie tej książki :D Morze spokoju, Szczygieł oraz Listy do utraconej to książki o których czytałam wiele dobrego i zapragnęłam je przeczytać. Co do Cud chłopaka to chciałam go przeczytać już wcześniej, ale dopiero premiera filmu jakoś mnie przekonała do sięgnięcia po tą książkę. A Podtrzymując wszechświat chcę przeczytać w sumie tylko dlatego, że inna książka tej autorki - Wszystkie jasne miejsca - bardzo mi się podobała.

Przepraszam za tą chaotyczność i nie opisywanie książek w kolejności ułożenia na obrazku, ale po prostu było mi tak wygodniej. Mam nadzieję, że to wam nie przeszkadza.
A wy macie jakieś plany czytelnicze na ten rok? A może czytaliście coś z tej listy? 
Ja się na dziś z wami żegnam. 
Pozdrawiam i do napisania!