piątek, 8 grudnia 2017

Początek wszystkiego



Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.

Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.



Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.



Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.





Początek wszystkiego zaciekawił mnie już dawno - chyba było to w czerwcu bo wtedy to właśnie miała swą premierę ta książka - w głównej mierze dzięki ciekawej zajawce pierwszego rozdziału. Dobry patent żeby zachęcić ludzi do przeczytania książki - napisać pierwszy rozdział tak, aby od pierwszych słów wciągnąć czytelnika.

No i owszem. Tu ten patent zadziałał, ale im dalej w las tym było...hmm... Gorzej nie bardzo tu pasuje bo sama książka zła nie była choć przyznam, że jednak spodziewałam się czegoś innego niż dostałam. A dostałam stereotypowe amerykańskie społeczeństwo szkolne (wiecie, coś w stylu najlepsi siedzą przy TEJ ławce a cała reszta gnieździ się na TAMTYCH ławkach - i tym podobne rzeczy jakie możemy zobaczyć np. w filmach). Nie wiem jak wam, ale mi coś takiego trochę przeszkadza. 
Innym minusem był wykorzystywany motyw inności jednostki - w tym przypadku Cassidy - i co oczywiste zwrócenie uwagi naszego głównego bohatera właśnie na taką jednostkę. Ta sytuacja powtarza się w większości młodzieżówek (obyczajowych) przez co robi się to trochę nudne. 
Żeby jednak nie było iż jedynie się czepiam a nic nie mówię o tym co mi się podobało teraz o tym wspomnę. Fabularnie nie jest co prawda jakoś wybitnie. Tak szczerze to momentami się trochę nudziłam i niektóre wątki zastąpiłabym innymi  lub bym po prostu odpuściła. Ale muszę przyznać, że autorka ma całkiem przyjemny styl pisania dzięki któremu książkę przeczytałam dość szybko - może zajęłoby mi to dzień, ale dochodzą jeszcze obowiązki, wiecie. 
Inną rzeczą jaka mi się podobała to same zakończenie książki.  W ogóle do głowy mi nie przyszło coś takiego.

Bohaterowie byli dla mnie tacy...nijacy i nie przejmowałam się jakoś specjalnie ich losem. Tak jak wspominałam byli raczej w większości przedstawieni - przynajmniej dla mnie - w dość stereotypowy sposób. Nie zbyt też podobała mi się kreacja postaci Cassidy - jak z resztą jakoś obyło się bez żadnych...hmm...grymasów z mojej strony na ich zachowanie tak przy niej... Najpierw okazuje zainteresowanie Ezrą a później nagle traci. To tak jakby powiedzieć "teraz cię lubię, ale za minutę już mam cię dość i możesz sobie iść". Rozumiem to ze względu na jej historię, ale generalnie to tak się nie robi i takie zachowanie uważam po prostu za głupie.

Ostatecznie książka nie była taka jaka myślałam, że będzie. Mogę nawet napisać, że trochę się nią rozczarowałam. Był to jednak dobry wybór pod względem czegoś krótszego do czytania zamiast ciągłego pochłaniania fantastyki. Generalnie możecie ją przeczytać, ale nie spodziewajcie się czegoś specjalnego. To raczej taka książka na wakacje bardziej. 
I nie wiem czy tylko ja tak mam, ale napisy na książkach w stylu takim jak ten, który był obecny na tej - Masz jedno życie. Dzikie i cenne. - są dla mnie zbyt optymistyczne. Albo to ja jestem zbyt pesymistyczna. Chociaż ten cytat całkiem mi się spodobał.
6,5/10

piątek, 1 grudnia 2017

Ulubieńcy miesiąca: Listopad

grafika december, snow, and christmas
źródło
*wczoraj spadło u nas tyle śniegu, że tylko odrobina więcej i krajobraz byłyby podobny do tego z obrazka*
Listopad minął mi trochę wolniej niż grudzień. W dodatku strasznie się rozleniwiłam - nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek nie chciało mi się tak bardzo nic robić. Mogliście to zauważyć po mojej znikomej obecności na blogu, ale myślę, że na razie tak będzie aż do matury bo jednak zależy mi bardzo aby dostać się na jeden z tych kierunków które mnie interesują. O dziwo mimo mojego lenistwa, listopad wypadł całkiem nieźle pod względem filmowym i książkowym.

***
1. Muzyka
Coś mnie tknęło by przesłuchać wszystkich piosenek z soundtracku z obu części Strażników Galaktyki. Słuchałam też dużo muzyki instrumentalnej, ale tak najbardziej przykuła moją uwagę Arrival of the birds. 

Znalezione obrazy dla zapytania thor ragnarok filmweb Znalezione obrazy dla zapytania pianista filmweb
2. Film
Aktualnie na języku polskim przerabiamy literaturę z II wojny światowej więc na lekcji oglądaliśmy Pianistę - myślę, że większość z was oglądała ten film a jak nie to przynajmniej co nie co kojarzy. Ja co prawda oglądałam go kilka razy, ale było to dość dawno i mało co pamiętałam. Poza tym filmem oglądałam raczej takie o lżejszej tematyce np. Strażników Galaktyki cz. 2; Vaianę i nowego Thora. 

3. Książki
Tu było zdecydowanie lepiej niż w październiku gdzie przeczytałam tylko 3 książki mimo, że teraz w listopadzie przeczytałam 5 książek. Skorzystałam też z biedronkowej promocji i wzbogaciłam się o dwie nowe książki choć to nie jedyne jakie mi się w tym miesiącu zdobyć bo jak teraz sobie w myślach zestawiłam to wyszło, że w tym miesiącu przybyło do mnie aż 6 nowych książek - z czego kilka, które chciałam kupić sobie na święta. 
Książki przeczytane w listopadzie:
Władca Cieni (C. Clare)
Dwór Mgieł i Furii (S. J . Mass)
Cień Wiatru (C. R. Zafon)
Początek wszystkiego (R. Schneider)
Zdążyć przed Panem Bogiem (H. Krall)
+ dwa opowiadania ze zbioru opowiadań T. Borowskiego

Z innych rzeczy:
Mam owego lokatora bowiem na początku listopada zamieszkał ze mną i moją rodzinką szczeniak - wabi się Klementyna (ja wiem, imię nietuzinkowe, znaczy mniej więcej "delikatny, cichy, spokojny" co do niej kompletnie nie pasuje, w sumie wybraliśmy je dosyć przypadkowo - tak nagle wpadło do głowy; zabawne są jednak reakcje ludzi kiedy słyszą jak ona się wabi)

No i w sumie to tyle. Nie mam pojęcia jak to będzie z tym pisaniem w tym i kolejnych miesiącach. Niby coś zaplanowane mam, ale no...zobaczymy. 
Do napisania! 


wtorek, 7 listopada 2017

Dwór cierni i róż


Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya…




Swego czasu było dość głośno o tej książce. Ja ją po raz pierwszy zobaczyłam na oczy kiedy moja koleżanka kupowała ją na targach w moim mieście. Tak się składa, że przez dwa lata z rzędu były one w takim czasie, że można było kupić książki Mass kilka dni przed premierą. 


Żałuję trochę, że wtedy jej nie wzięłam bo okazało się, że jest to bardzo dobra książka. Miałam trochę obaw przez te porównania do Pięknej i Bestii - nie przepadam za tą historią, ale na szczęście stanęło tylko na obawach.  Z drugiej strony jednak też dobrze, że poczekałam aż wyjdą wszystkie trzy tomy. Mogę teraz spokojnie sięgnąć po pozostałe dwa i nie czekać na nie z niecierpliwością i krążącym w głowie pytaniem "Co będzie dalej?"


Ale zostawmy wstęp i przejdźmy do fabuły.

Pewien problem stanowił dla mnie początek. No bo tak szczerze to już mi się deczko znudził motyw łowcy/łowczyni czy tam jakiegoś myśliwego, biedy klepanej przez rodzinę i różnych tym podobnych wątków. Moim zdaniem jest to dość często powtarzany motyw i dobrze by było go jakoś zmienić bo zaczyna się to robić po prostu trochę nudne. Ale odchodzę od tematu.
Poza tym małym problemem na początku później czytało mi się to dość dobrze. Miałam jednak wrażenie, że właściwa część fabuły zaczęła się dopiero gdzieś tak w połowie książki - a może i trochę dalej. W tym właśnie momencie książka wydała mi się być najlepiej napisana. Na swoje nieszczęście zachciało mi się ją kończyć wtedy kiedy miałam akurat sprawdzian następnego dnia - wtedy chyba czyta się najlepiej XD Cale 200 stron przeczytałam w godzinę. 
No, ale cóż się dziwić - to Mass przecież. Czy może być coś nie tak z jej książkami?

Odnośnie bohaterów...
Chyba żaden mi jakoś "nie podpadł" - w tym sensie, że go nie polubiłam. No dobrze może poza tą ich królową której imienia nie mogę zapamiętać (ale ja zawsze miałam problem z zapamiętywaniem imion). Nie poczułam jednak z nimi jednak jakiejś więzi. Tamlin wydaje mi się być jakiś podejrzany z tym swoim zachowaniem. Feyra była mi całkowicie obojętna i tak naprawdę to polubiłam jedynie Rhysanda (no jakże by inaczej - z tego co czytałam to dużo ludu go lubi) oraz Luciena. Zdenerwował mnie też na końcu pewien zabieg który dotyczył Feyry. Możliwe, że wspomniałam o nim w recenzjach innych książek tej autorki. Nie wiem jednak jak to ująć w taki sposób by wam niczego nie zaspoilerować.  Może ktoś kto czytał już tą książkę się domyśli. Napiszcie w komentarzu.

Podsumowując całość to tak jak wspominałam cieszę się, że jednak przeczytałam tą książkę. Była co prawda dla mnie trochę gorsza od Szklanego Tronu i nie czułam takiego "przymusu" żeby od razu po skończeniu sięgnąć po kolejny tom tak jak to było właśnie w przypadku Szklanego Tronu. Jeśli jednak spodobała się wam poprzednia seria to śmiało możecie sięgnąć po tą książką. Albo też i zacząć swoją przygodę czytelniczą z tą autorką. Myślę, że chyba ta książka jest do tego lepsza bo czasami czytałam opinie gdzie ludzie pisali, że nie podobał się im początek Szklanego Tronu.
7,5/10

czwartek, 2 listopada 2017

Ulubieńcy miesiąca: Październik

grafika autumn, fall, and november
źródło
Kolejny miesiąc minął w oka mgnieniu - aż ciężko uwierzyć, że jest już listopad choć nie tak dawno zaczynała się szkoła. Przydałoby mi się też tu w końcu coś napisać bo ostatnia notka jest chyba z 14 października. Powód w sumie jest jeden i jest to moje lenistwo - nie tylko do pisania ale też do czytania, nauki i wielu innych rzeczy. Cóż... Mam nadzieję, że mi trochę przejdzie (chociaż w to wątpię). Przez to swoje lenistwo przeczytałam bardzo mało, napisałam też, dopiero pod koniec miesiąca coś drgnęło, ale to pewnie dlatego, że mam teraz wolne aż do poniedziałku no i przez to, że kupiłam sobie suche pastele. Fajnie się nimi rysuje tylko człowiek chodzi później z kolorowymi łapami.
No, ale nie przedłużając przechodzę do podsumowania.

***

1. Muzyka
W sumie to tylko jedna jakoś mi w tym miesiącu przypadła do gustu. A no i także jeszcze polska wersja piosenki (z Hamiltona oczywiście) Dear Theodosia w wersji Accantusa :)



 
2. Książki
He, he...Przeczytałam tylko trzy. Nędznie trochę, ale niektórzy nawet tylu nie czytają w ciągu roku, więc pod tym względem jest nieźle. No i była też premiera trzeciej części Magnusa Chase na którego czekałam bardzo długo.
Książki przeczytane w październiku:
Zac & Mia (A. J . Betts)
Statek Umarłych (R. Riordan)
Dwór Cierni i Róż (S. J. Mass) - wreszcie się odważyłam ją przeczytać i powiem wam, że jestem bardzo zadowolona, że jednak się do niej przekonałam. Choć Szklany Tron jednak bardziej mi się podobał.

Znalezione obrazy dla zapytania Nietykalni Znalezione obrazy dla zapytania Bogowie
3. Filmy
Oglądałam mało i głównie to co już kiedyś obejrzałam i leciało akurat w TV. Byli to np. Nietykalni - bardzo lubię ten film i lubię do niego wracać; Bogowie i Shigatsu wa kimi no uso (albo Your lie in April). No i to chyba tyle. 

***
I oto całe podsumowanie. 
A wam jak minął miesiąc? Co ciekawego przeczytaliście w październiku?
Ode mnie to tyle.
Miłego dnia i do napisania :)

sobota, 14 października 2017

Time of the day BOOK TAG

Witam, witam.
Myślę, że przydałoby się coś tutaj w końcu napisać bo trochę tu mnie nie było. Są to jednak uroki bycia tegorocznym maturzystą - choć nadal nie widzę sensu w zadaniu dwudziestu paru stron pracy domowej, którą i tak mało kto potrafi zrobić. 
Ale w każdym razie nie długo kolejne wolne więc jakoś idzie przeżyć. 25 października dodatkowo wychodzi nowy Magnus Chase i bardzo się cieszę z tego powodu i jakoś udaje mi się "żyć" mimo nawału pracy. Życie od premiery do premiery oraz od wolnego do wolnego hi, hi XD
Dzisiaj zapraszam was na tag, który znalazłam jakieś milion lat świetlnych temu. Nieco tematycznie bo teraz zauważam jak szybko mija mi dzień i mimo, że siedzę w tych okropnych podręcznikach mam wrażenie, że i tak ten czas mija mi bez produktywnie bo uczę się nie do matury tylko po to aby zaliczyć sprawdziany. 

***


1. Czas wstawać!
Książka która otworzyła ci oczy na gatunek, którego wcześniej nie znałeś.
Hmm...Igrzyska Śmierci otworzyły mi oczy na wiele gatunków. Chociaż nie wiem czy to się liczy bo mam do tej książki wielki sentyment gdyż była to pierwsza książka, która tak bardzo mi się spodobała, że zaczęłam sięgać po inne pozycje. Także może na jakiś konkretny gatunek oczu mi nie otworzyła, ale generalnie na same książki tak.



2. Nie ma czasu na żadne śniadanie.
Książka która stoi na twojej półce od wieków.
Od wieków to może nie, ale od ponad roku tak. A jest to... Czarnoksiężnik z Archipelagu. Próbowałam go przeczytać, ale szło mi dość opornie więc go odłożyłam i tak sobie leży...od września 2016. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz.



3. Czas spędzony w podróży do szkoły/pracy.
Książka, którą przeczytałeś podczas podróży.
W autobusie to ja generalnie nie czytam, bo nie lubię. Wolę patrzeć przez okno. Ale podczas wakacyjnego wyjazdu zawsze biorę ze sobą książkę i ją czytam już na miejscu. W tym roku była to Historia pszczół.



4. Trudny dzień w pracy/szkole.
Książka przez którą było ci ciężko przebrnąć.
Aktualnie czytam - chociaż nie to za mocne słowo. Aktualnie próbuję czytać Ferdydurke - za mną już ok. 100 stron a nie pamiętam nic. Mam wrażenie jakbym czytała jakiś chińsko - arabski. Ostatnio też przeczytałam Buntowniczkę z pustyni przez którą również ledwo przebrnęłam - zajęło mi to prawie trzy tygodnie. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii o tej książce to odsyłam was do recenzji.

5. Czas lunchu.
Lekka, łatwa i niezobowiązująca książka.
Niestety, ale nie przypominam sobie takiej. Chyba za dużo czytam książek, które poruszają jakieś ważne tematy. 



6. Czas na podsumowanie twojej pracy.
Książka, którą kupiłeś ze względu na recenzję - pisaną lub obejrzaną.
Mało mam takich książek. Są to m. in Czerwona Królowa, która była całkiem dobra choć z perspektywy czasu uważam ją za raczej przeciętną. Promyczek to kolejna taka książka, ale tu to bardzo się zawiodłam.



7. Czas do domu.
książka w której główny bohater jest w jakimś etapie podróży.
A może by tak książka w której nie jest? Bo bohaterowie  właśnie głównie są na jakimś etapie podróży w swoim życiu. Ale żeby nie było to podam coś bardzo oczywistego, czyli Hobbita. Tam i z powrotem.



8. Czas na obiad i rozmowę.
Książka o której mało osób mówi ale ty ją kochasz.
Kocham to może za mocne słowo, ale bardzo mis się podobała książka Zac & Mia - niby młodzieżówka po której tak na prawdę nie powinno się spodziewać nie wiadomo czego, ale mi się bardzo podobała. No i czyta się też bardzo szybko.


9. Czas na odpoczynek przy telewizorze.
Twoja ulubiona książka, którą zekranizowano.
A żeby to była tylko jedna. Mam trochę tych ulubionych książek, które miały ekranizacje np. Igrzyska Śmierci - całkiem niezłe filmy, ale jednak wolę książki; Percy Jackson - filmy beznadziejne, ale książki za to genialne, czy Władca Pierścieni - tu ciężko mi się wypowiedzieć, bo jak już przeczytałam Władcę a potem jeszcze raz obejrzałam filmy to widać jak są one okrojone. Ale w sumie to lubię oba.


10. Czas do łóżka.
Książka, która aktualnie znajduje się na twoim stoliku nocnym.
Wspomniany wyżej Ferdydurke. Nie jest to coś co czytam z własnej woli bo to moja lektura. Chociaż nie. Ja tego nie czytam. Ja to męczę. Wymęczyłam około 100 stron. I nic nie wiem o tej książce. Pamiętam tylko oczywiście słowo "upupić". Nie wiem jaki ma to cel, prawdopodobnie humorystyczny, ale u mnie wzbudza jedynie zażenowanie. I chyba tego nie przeczytam do końca, bo zwyczajnie mi szkoda na to nerwów i czasu. Swoją drogą nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak książka denerwowała. 


11. Późna noc.
Książka, której nie mogłeś odłożyć, więc czytałeś do późna.
Dawca - świetna książka. Kupiłam za 10 zł w Biedronce w tamtym roku w wakacje i tak mi się spodobała, że jak zaczęłam ją czytać to nie mogłam przestać bo koniecznie musiałam wiedzieć co będzie dalej się działo, aż ostatecznie przeczytałam całą. 

 ***
No i to wszystkie pytania. 
Jak widzicie trochę tego jest, ale mam nadzieję, że daliście radę i dotarliście do końca.
Pozdrawiam i do napisania!