wtorek, 7 listopada 2017

Dwór cierni i róż


Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya…




Swego czasu było dość głośno o tej książce. Ja ją po raz pierwszy zobaczyłam na oczy kiedy moja koleżanka kupowała ją na targach w moim mieście. Tak się składa, że przez dwa lata z rzędu były one w takim czasie, że można było kupić książki Mass kilka dni przed premierą. 


Żałuję trochę, że wtedy jej nie wzięłam bo okazało się, że jest to bardzo dobra książka. Miałam trochę obaw przez te porównania do Pięknej i Bestii - nie przepadam za tą historią, ale na szczęście stanęło tylko na obawach.  Z drugiej strony jednak też dobrze, że poczekałam aż wyjdą wszystkie trzy tomy. Mogę teraz spokojnie sięgnąć po pozostałe dwa i nie czekać na nie z niecierpliwością i krążącym w głowie pytaniem "Co będzie dalej?"


Ale zostawmy wstęp i przejdźmy do fabuły.

Pewien problem stanowił dla mnie początek. No bo tak szczerze to już mi się deczko znudził motyw łowcy/łowczyni czy tam jakiegoś myśliwego, biedy klepanej przez rodzinę i różnych tym podobnych wątków. Moim zdaniem jest to dość często powtarzany motyw i dobrze by było go jakoś zmienić bo zaczyna się to robić po prostu trochę nudne. Ale odchodzę od tematu.
Poza tym małym problemem na początku później czytało mi się to dość dobrze. Miałam jednak wrażenie, że właściwa część fabuły zaczęła się dopiero gdzieś tak w połowie książki - a może i trochę dalej. W tym właśnie momencie książka wydała mi się być najlepiej napisana. Na swoje nieszczęście zachciało mi się ją kończyć wtedy kiedy miałam akurat sprawdzian następnego dnia - wtedy chyba czyta się najlepiej XD Cale 200 stron przeczytałam w godzinę. 
No, ale cóż się dziwić - to Mass przecież. Czy może być coś nie tak z jej książkami?

Odnośnie bohaterów...
Chyba żaden mi jakoś "nie podpadł" - w tym sensie, że go nie polubiłam. No dobrze może poza tą ich królową której imienia nie mogę zapamiętać (ale ja zawsze miałam problem z zapamiętywaniem imion). Nie poczułam jednak z nimi jednak jakiejś więzi. Tamlin wydaje mi się być jakiś podejrzany z tym swoim zachowaniem. Feyra była mi całkowicie obojętna i tak naprawdę to polubiłam jedynie Rhysanda (no jakże by inaczej - z tego co czytałam to dużo ludu go lubi) oraz Luciena. Zdenerwował mnie też na końcu pewien zabieg który dotyczył Feyry. Możliwe, że wspomniałam o nim w recenzjach innych książek tej autorki. Nie wiem jednak jak to ująć w taki sposób by wam niczego nie zaspoilerować.  Może ktoś kto czytał już tą książkę się domyśli. Napiszcie w komentarzu.

Podsumowując całość to tak jak wspominałam cieszę się, że jednak przeczytałam tą książkę. Była co prawda dla mnie trochę gorsza od Szklanego Tronu i nie czułam takiego "przymusu" żeby od razu po skończeniu sięgnąć po kolejny tom tak jak to było właśnie w przypadku Szklanego Tronu. Jeśli jednak spodobała się wam poprzednia seria to śmiało możecie sięgnąć po tą książką. Albo też i zacząć swoją przygodę czytelniczą z tą autorką. Myślę, że chyba ta książka jest do tego lepsza bo czasami czytałam opinie gdzie ludzie pisali, że nie podobał się im początek Szklanego Tronu.
7,5/10

czwartek, 2 listopada 2017

Ulubieńcy miesiąca: Październik

grafika autumn, fall, and november
źródło
Kolejny miesiąc minął w oka mgnieniu - aż ciężko uwierzyć, że jest już listopad choć nie tak dawno zaczynała się szkoła. Przydałoby mi się też tu w końcu coś napisać bo ostatnia notka jest chyba z 14 października. Powód w sumie jest jeden i jest to moje lenistwo - nie tylko do pisania ale też do czytania, nauki i wielu innych rzeczy. Cóż... Mam nadzieję, że mi trochę przejdzie (chociaż w to wątpię). Przez to swoje lenistwo przeczytałam bardzo mało, napisałam też, dopiero pod koniec miesiąca coś drgnęło, ale to pewnie dlatego, że mam teraz wolne aż do poniedziałku no i przez to, że kupiłam sobie suche pastele. Fajnie się nimi rysuje tylko człowiek chodzi później z kolorowymi łapami.
No, ale nie przedłużając przechodzę do podsumowania.

***

1. Muzyka
W sumie to tylko jedna jakoś mi w tym miesiącu przypadła do gustu. A no i także jeszcze polska wersja piosenki (z Hamiltona oczywiście) Dear Theodosia w wersji Accantusa :)



 
2. Książki
He, he...Przeczytałam tylko trzy. Nędznie trochę, ale niektórzy nawet tylu nie czytają w ciągu roku, więc pod tym względem jest nieźle. No i była też premiera trzeciej części Magnusa Chase na którego czekałam bardzo długo.
Książki przeczytane w październiku:
Zac & Mia (A. J . Betts)
Statek Umarłych (R. Riordan)
Dwór Cierni i Róż (S. J. Mass) - wreszcie się odważyłam ją przeczytać i powiem wam, że jestem bardzo zadowolona, że jednak się do niej przekonałam. Choć Szklany Tron jednak bardziej mi się podobał.

Znalezione obrazy dla zapytania Nietykalni Znalezione obrazy dla zapytania Bogowie
3. Filmy
Oglądałam mało i głównie to co już kiedyś obejrzałam i leciało akurat w TV. Byli to np. Nietykalni - bardzo lubię ten film i lubię do niego wracać; Bogowie i Shigatsu wa kimi no uso (albo Your lie in April). No i to chyba tyle. 

***
I oto całe podsumowanie. 
A wam jak minął miesiąc? Co ciekawego przeczytaliście w październiku?
Ode mnie to tyle.
Miłego dnia i do napisania :)

sobota, 14 października 2017

Time of the day BOOK TAG

Witam, witam.
Myślę, że przydałoby się coś tutaj w końcu napisać bo trochę tu mnie nie było. Są to jednak uroki bycia tegorocznym maturzystą - choć nadal nie widzę sensu w zadaniu dwudziestu paru stron pracy domowej, którą i tak mało kto potrafi zrobić. 
Ale w każdym razie nie długo kolejne wolne więc jakoś idzie przeżyć. 25 października dodatkowo wychodzi nowy Magnus Chase i bardzo się cieszę z tego powodu i jakoś udaje mi się "żyć" mimo nawału pracy. Życie od premiery do premiery oraz od wolnego do wolnego hi, hi XD
Dzisiaj zapraszam was na tag, który znalazłam jakieś milion lat świetlnych temu. Nieco tematycznie bo teraz zauważam jak szybko mija mi dzień i mimo, że siedzę w tych okropnych podręcznikach mam wrażenie, że i tak ten czas mija mi bez produktywnie bo uczę się nie do matury tylko po to aby zaliczyć sprawdziany. 

***


1. Czas wstawać!
Książka która otworzyła ci oczy na gatunek, którego wcześniej nie znałeś.
Hmm...Igrzyska Śmierci otworzyły mi oczy na wiele gatunków. Chociaż nie wiem czy to się liczy bo mam do tej książki wielki sentyment gdyż była to pierwsza książka, która tak bardzo mi się spodobała, że zaczęłam sięgać po inne pozycje. Także może na jakiś konkretny gatunek oczu mi nie otworzyła, ale generalnie na same książki tak.



2. Nie ma czasu na żadne śniadanie.
Książka która stoi na twojej półce od wieków.
Od wieków to może nie, ale od ponad roku tak. A jest to... Czarnoksiężnik z Archipelagu. Próbowałam go przeczytać, ale szło mi dość opornie więc go odłożyłam i tak sobie leży...od września 2016. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz.



3. Czas spędzony w podróży do szkoły/pracy.
Książka, którą przeczytałeś podczas podróży.
W autobusie to ja generalnie nie czytam, bo nie lubię. Wolę patrzeć przez okno. Ale podczas wakacyjnego wyjazdu zawsze biorę ze sobą książkę i ją czytam już na miejscu. W tym roku była to Historia pszczół.



4. Trudny dzień w pracy/szkole.
Książka przez którą było ci ciężko przebrnąć.
Aktualnie czytam - chociaż nie to za mocne słowo. Aktualnie próbuję czytać Ferdydurke - za mną już ok. 100 stron a nie pamiętam nic. Mam wrażenie jakbym czytała jakiś chińsko - arabski. Ostatnio też przeczytałam Buntowniczkę z pustyni przez którą również ledwo przebrnęłam - zajęło mi to prawie trzy tygodnie. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii o tej książce to odsyłam was do recenzji.

5. Czas lunchu.
Lekka, łatwa i niezobowiązująca książka.
Niestety, ale nie przypominam sobie takiej. Chyba za dużo czytam książek, które poruszają jakieś ważne tematy. 



6. Czas na podsumowanie twojej pracy.
Książka, którą kupiłeś ze względu na recenzję - pisaną lub obejrzaną.
Mało mam takich książek. Są to m. in Czerwona Królowa, która była całkiem dobra choć z perspektywy czasu uważam ją za raczej przeciętną. Promyczek to kolejna taka książka, ale tu to bardzo się zawiodłam.



7. Czas do domu.
książka w której główny bohater jest w jakimś etapie podróży.
A może by tak książka w której nie jest? Bo bohaterowie  właśnie głównie są na jakimś etapie podróży w swoim życiu. Ale żeby nie było to podam coś bardzo oczywistego, czyli Hobbita. Tam i z powrotem.



8. Czas na obiad i rozmowę.
Książka o której mało osób mówi ale ty ją kochasz.
Kocham to może za mocne słowo, ale bardzo mis się podobała książka Zac & Mia - niby młodzieżówka po której tak na prawdę nie powinno się spodziewać nie wiadomo czego, ale mi się bardzo podobała. No i czyta się też bardzo szybko.


9. Czas na odpoczynek przy telewizorze.
Twoja ulubiona książka, którą zekranizowano.
A żeby to była tylko jedna. Mam trochę tych ulubionych książek, które miały ekranizacje np. Igrzyska Śmierci - całkiem niezłe filmy, ale jednak wolę książki; Percy Jackson - filmy beznadziejne, ale książki za to genialne, czy Władca Pierścieni - tu ciężko mi się wypowiedzieć, bo jak już przeczytałam Władcę a potem jeszcze raz obejrzałam filmy to widać jak są one okrojone. Ale w sumie to lubię oba.


10. Czas do łóżka.
Książka, która aktualnie znajduje się na twoim stoliku nocnym.
Wspomniany wyżej Ferdydurke. Nie jest to coś co czytam z własnej woli bo to moja lektura. Chociaż nie. Ja tego nie czytam. Ja to męczę. Wymęczyłam około 100 stron. I nic nie wiem o tej książce. Pamiętam tylko oczywiście słowo "upupić". Nie wiem jaki ma to cel, prawdopodobnie humorystyczny, ale u mnie wzbudza jedynie zażenowanie. I chyba tego nie przeczytam do końca, bo zwyczajnie mi szkoda na to nerwów i czasu. Swoją drogą nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak książka denerwowała. 


11. Późna noc.
Książka, której nie mogłeś odłożyć, więc czytałeś do późna.
Dawca - świetna książka. Kupiłam za 10 zł w Biedronce w tamtym roku w wakacje i tak mi się spodobała, że jak zaczęłam ją czytać to nie mogłam przestać bo koniecznie musiałam wiedzieć co będzie dalej się działo, aż ostatecznie przeczytałam całą. 

 ***
No i to wszystkie pytania. 
Jak widzicie trochę tego jest, ale mam nadzieję, że daliście radę i dotarliście do końca.
Pozdrawiam i do napisania!

piątek, 6 października 2017

Ulubieńcy miesiąca: Wrzesień

grafika october, hello, and autumn
źródło
Witajcie wszyscy w kolejnym już - i to spóźnionym - podsumowaniu miesiąca. Miało być ono pierwszego dnia miesiąca jak zazwyczaj, ale przez szkołę złapałam ogólnego lenia na wszystko co sprawiało mi przyjemność (hmm...depresja szkolna?). No i się złożyło, że nie korzystałam z laptopa przez dwa tygodnie. Ale się jakoś przemogłam i teraz jestem tutaj i piszę...
 Tsa...
W każdym razie...

***

1. Muzyka
Słucham głównie tych trzech piosenek:





 

2. Książki
Powróciłam do swojej standardowej liczby książek, którą czytam w ciągu roku szkolnego, czyli 4. No w porównaniu z Lipcem i Sierpniem ten wynik wypada bardzo słabo, ale było za to całkiem nieźle jakościowo.
Książki przeczytane we wrześniu:
Złodziejka książek (M. Zusak) 
13 powodów (J. Asher) - RECENZJA
Illuminae (J. Kristoff; A. Kaufman)
Buntowniczka z pustyni (A. Hamilton) - RECENZJA
+ mangę Koe no katachi - nie pamiętam polskiego tytułu XD
Generalnie to jednak nie mam ochoty ani czasu by coś przeczytać. 

Znalezione obrazy dla zapytania dunkierka film Znalezione obrazy dla zapytania spiderman homecoming
3. Filmy 
Pamiętam, że obejrzałam na początku września Służące, bo leciały w TV. Poza tym obejrzałam nowego Spidermana, który był całkiem dobry i w sumie to fajnie się go oglądało. Z nowości filmowych to obejrzałam jeszcze Kingsmana oraz Dunkierkę (bo Nolan - lubię jego filmy jeszcze na żadnym z tych których obejrzałam się nie zawiodłam; swoją drogą fajny soundtrack jest w tym filmie).

***
Cz u was też jest taki zapierdziel, brzydko mówiąc? Bo u mnie trochę przesadzają - doszło do tego, że zamiast pisać kartkówkę normalnie na lekcji trzeba zostać po...Dodatkowo dowiedziałam się dzisiaj od nauczycielki, że nie powinniśmy mieć czasu wolnego...Cóż ja nie mam nawet czasami kiedy zjeść o spaniu nie wspomnę...
Przepraszam, że was tym tak męczę, ale strasznie mnie to wkurza. Wiem, że w maturalnej klasie jest dużo pracy, ale no...Czas dla siebie trzeba też mieć, a nie tylko na lekcje i pracę domową, która notabene i tak nic nie daje tylko czas zabiera bo większość albo robi byle jak albo zżyna z internetu. 
Ale żeby nie było, że tylko narzekam to się pochwalę, że moja rozprawka była jedną z lepszych w klasie :D

Na dzisiaj to tyle.
Pozdrawiam i do napisania!

wtorek, 26 września 2017

Buntowniczka z pustyni

Ooo Alexander Hamilton
We are waiting in the wings for you...
A nie! Wróć! Alwyn Hamilton. Ale cóż ja poradzę, że tak bardzo lubię ten musical i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to nazwisko tej pani. 
Tyle słowem wstępu. Teraz zapraszam na recenzję.

***

Bardziej wybuchowa niż proch strzelniczy!

Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, w których dżiny wciąż parają się czarami. Lud Miraji coraz mocniej występuje przeciwko tyranii Sułtana. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk nie jest ani magiczna, ani mistyczna – to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji.

Buntowniczka wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina – tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przepuszcza jednak, że jedna, ryzykowana decyzja, sprawi, że będzie musiała uciekać przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu.

Wybaczcie, że walnę tak prosto z mostu, ale...
Jestem okropnie - powtarzam - okropnie rozczarowana tą książką. Zawód roku 2017? Tak. Chyba tak. 

Nie bardzo wiem jak pisać recenzję tej książki więc będzie ona jeszcze krótsza niż jest zwykle. 
Strasznie długo ją czytałam we wtorek byłyby trzy tygodnie więc też nie bardzo pamiętam co mi się podobało a co nie. Chyba jednym z powodów jej nie lubienia jest to, że nie przepadam za historiami które mają miejsce na pustyni. Nie lubię baśni Z tysiąca i jednej nocy ani Alladyna - jak gdzieś coś widzę/słyszę to się "wyłączyłam". Ale tu postanowiłam dać szansę, bo opinie, zachwyty ludzi i zachwyt mojej kumpeli. 

No cóż...Przeczytałam. Nie było to coś co miło wspominam a raczej już o tym zapominam. Trochę się pomęczyłam i podenerwowałam. I koniec. Przyjemności raczej nie miałam, ale bądź co bądź była to książka jednak ciekawsza od lektury, więc jakiś pozytyw jest :) Nie bardzo podobał mi się język - miałam wrażenie, że dialogi są dziwne przez co wypowiedzi bohaterów również takowe były co utrudniało mi czytanie i wciągnięcie się w książkę. Efekty tego widać - w mojej ocenie.

Kwestie fabularne - mam wrażenie, że gdzieś coś kiedyś było - tyran - władca; buntownicy; walka i tym podobne - wszystko działo się w wielu różnych miejscach, tylko nie na pustyni (no dobrze może i też na, ale nie pamiętam czy czytałam taką książkę). Nie bardzo podobało mi się też jak została pokierowana fabuła - głównie się nudziłam choć zdarzyły się chyba dwa momenty gdzie rzeczywiście coś interesującego zaczęło się dziać i się wciągnęłam. 
No i dochodzi też kwestia tego, że przez moje rozkminy przewidziałam dwie rzeczy - wychodzi na to, że ja nie mogę rozkminać fabuły bo zacznę ją przewidywać. Polega to mniej więcej na tym, że:
X miał/a brata/ siostrę Y, ale ona zaginęła/ umarła czy co tam jej się jeszcze mogło stać.
*Hmm...Czyżby Z to w rzeczywistości był/a Y?*
kilka stron później...Z to Y
Tak to mniej więcej wygląda. I tu też to miało miejsce. A dlaczego się tak łatwo tego domyślić? Bo wielu autorów stosuje podobne zabiegi. 

Co do bohaterów...Nie polubiła żadnego z nich. Może to powód długiego czasu czytania, ale wydali mi się raczej tacy mało wyraziści. Ale jak przed chwilą wspomniałam - to pewnie powód długiego czytania książki. 

Nie wiem, może drugi tom jest lepszy od tego ja jednak nie będę po niego sięgać bo zwyczajnie szkoda mi czasu na coś co mi się nie podoba. Przeczytana i tyle. Pewnie wkrótce zapomnę o czym nawet była - chociaż w sumie to już trochę zapomniałam, hi hi XD W każdym razie...daję jej ocenę, która uszczęśliwiłaby ucznia, ale w skali czytelniczej jest po prostu zła.
4,5/10

A wy czytaliście tą książkę? Co o niej sądzicie?