środa, 11 lipca 2018

Listy do utraconej


Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declanem rodzi się nić porozumienia.

Po tą książkę sięgnęłam jedynie dlatego, że gdzieś przeczytałam iż jest podobna do Wszystkich jasnych miejsc - a przynajmniej nadaje się do przeczytania, jeśli szuka się podobnych historii. Nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, nie przeczytałam żadnych recenzji - albo po prostu nie pamiętam żebym je czytała. I w sumie to chyba nawet dobrze, bo choć nie otrzymałam do końca tak dobrej historii jak Wszystkie jasne miejsca to śmiało mogę stwierdzić, że jestem zadowolona po przeczytaniu Listów do utraconej.

Standardowo, na początku skupimy się na stylu autorki. Ostatnio trafiam na książki, które są pisane mało wyróżniającym się, prostym, lekkim językiem. W Listach do utraconej było podobnie. Język jakim posługuje się autorka jest przyjemny, mogę nawet stwierdzić że jest bardzo dobry do książek takich jak ta, czyli młodzieżowych. Nie jest skomplikowany, książkę czyta się szybko i nawet się nie zauważa kiedy z kilku przeczytanych stron zrobiło się ich kilkadziesiąt. Jednak nie tylko styl autorki wpłynął na to, że szybko przeczytałam tą książkę. Styl to jedno, ale fabuła to drugie.

Nie wiedziałam czego mogę się do końca spodziewać po tej książce. Myślę jednak, że na mój pozytywny odbiór wpłynęło to, iż ograniczyłam sobie czytanie opinii na jej temat. Pewnie jakbym je przeczytała miałabym mocno wygórowane oczekiwania :D Nie mogło być jednak idealnie - przecież tak było by zbyt dobrze. Fabuła akurat przypadła mi do gustu, ale ja lubię takie książki więc to było raczej do przewidzenia. Opis trochę mnie zmylił, bo spodziewałam się deczko innej historii niż ta którą otrzymałam. Niestety zakończenie trochę mnie rozczarowało. Miałam wrażenie, że autorka nagle je urwała, jakby nie miała już ochoty dalej pisać bądź też nie miała na nie po prostu pomysłu. Przyznam, że trochę mnie to drażniło ale ponoć wychodzi druga część więc może coś się w niej wyjaśni. Tak czy inaczej nie powinno się tak kończyć książek. Generalnie jednak Listy do utraconej mi się podobały i bardzo chętnie sięgnę po kontynuację tej książki. 

Nie miałam jakiegoś dużego problemu z polubieniem bohaterów, choć (oczywiście) miałam trochę problemów z główną bohaterką. Odnosiłam wrażenie, że zachowuje się ona po prostu jak ofiara - choć to akurat tyczy się dwójki głównych bohaterów. Przyznam też, że ze wszystkich postaci lubiłam ją najmniej. Z drugiej strony jednak nie dziwię się jej zachowaniu w niektórych sytuacjach. Pewnie też bym była wściekła gdyby ktoś naruszył moją prywatność. Declana polubiłam zdecydowanie bardziej. I mimo tego, że i jego mogłabym posądzać o przesadzone zachowanie jakoś tak bardzo mi ono nie przeszkadzało, tak jak było to w przypadku Juliet. Jego historia bardziej przypadła mi do gustu, była zdecydowanie ciekawsza i jak dla mnie lepiej napisana. O postaciach drugoplanowych zbytnio nie ma co wspominać. Chociaż jest jedna taka, której historia wydała mi się intrygująca i chętnie bym się dowiedziała o niej czegoś więcej.

Ostatecznie jednak cieszę się, że przekonałam się do tej książki i ją przeczytałam. Co prawda dostałam coś innego niż się spodziewałam, ale zdecydowanie wyszło to tej książce na dobre. Jest napisana w taki sposób, że czyta ją się migiem. Ma ciekawą fabułę i mimo, że nie jest to coś oryginalnego ciężko jest się oderwać od tej książki. Szkoda mi trochę tego zakończenia, bo mocno zaważyło na końcowej ocenie, ale myślę że jest to książka jak najbardziej godna polecenia.
8/10

czwartek, 5 lipca 2018

Kirke



W domu Heliosa, boga słońca i najpotężniejszego z tytanów, rodzi się córka. Kirke jest dziwnym dzieckiem – nie tak potężnym jak ojciec ani tak bezwzględnym jak matka... Dziewczyna próbuje odnaleźć się w świecie śmiertelników, lecz odkrywa w sobie czarnoksięską moc, dzięki której może zagrozić samym bogom… Z tego powodu zostaje wygnana. Nie zamierza jednak przestać kształcić się w czarach. Jej ścieżki skrzyżują się z Minotaurem, Dedalem, jego synem Ikarem, morderczą Medeą i, oczywiście, z przebiegłym Odyseuszem.

Samotna kobieta zawsze narażona jest na niebezpieczeństwo, a Kirke nieświadomie budzi gniew zarówno w ludziach, jak i w mieszkańcach Olimpu. Aby ochronić to, co kocha, będzie musiała zebrać wszystkie siły i zdecydować, czy należy do bogów, z których się urodziła, czy do śmiertelników, których pokochała.



Przy tej książce ciężko jest przejść obojętnie. A wszystko to wina tego przepięknego wydania. To taki rodzaj książki, którą się bierze właśnie ze względu na okładkę. Nie martwcie się jednak, jeśli myślicie że ta książka ma tylko ładną okładkę i nic poza tym. Mimo pewnych niedociągnięć całkiem miło się nią zaskoczyłam.


Zanim jednak przejdę do fabuły króciutko wspomnę o stylu jakim została ona napisana. Nie powiem, że jest on jakiś wyróżniający się. Szczerze powiedziawszy mogę go uznać za przeciętny, bo nie znalazłam w nim nic co by przykuło moją uwagę. Warto jednak docenić, że styl pisania autorki jest lekki i przyjemny a książkę czyta się bardzo szybko. A to jest chyba najważniejsze.

No i fabuła. Muszę wam powiedzieć, że nie jestem zbytnio zadowolona kiedy autor korzysta już z gotowych motywów. Uważam to raczej za pójście na łatwiznę. Zazwyczaj takie książki są jednak bardzo dobrze napisane i ta nie jest wyjątkiem. Co prawda jakoś mnie ona nie powaliła, ale była na tyle ciekawa i intrygująca, że bardzo szybko ją przeczytałam. Jednak poczułam lekkie rozczarowanie, ponieważ spodziewałam się czegoś co jak mówią wbije mnie w fotel. Ale to pewnie też trochę przez moje wygórowane wymagania :D Nie polecam być osobą wymagającą. Jeżeli jednak lubicie historie oparte na mitologii to myślę, że i ta wam przypadnie do gustu. Choć i tak myślę, że jest ona warta przeczytania.

Miałam trochę inne wyobrażenie o głównej bohaterce, czyli tytułowej Kirke. Zawsze wyobrażałam ją sobie jako nieustępliwą no i (oczywiście) złą wiedźmę. Tutaj natomiast jest przedstawiona jako postać do której czułam głównie współczucie. Poza tym wydała mi się być bohaterką bardzo samotną. W samej książce przewija się na prawdę wielu bohaterów. Część z nich znałam z mitów, a o części usłyszałam po raz pierwszy w życiu. Dla ułatwienia na końcu książki umieszczony został wykaz postaci dzięki czemu da się to wszystko ogarnąć. Przyznam jednak, że prawie wszystkie postacie różniły się od tego jak ja je sobie wyobrażałam. Niektórym wyszło to na dobre, a niektórym nie.  

Podsumowując. Generalnie książka mi się podobała, choć nie było w niej jakiegoś efektu WOW. Miałam trochę inne wyobrażenie o fabule i bohaterach niż się ostatecznie okazało. W dużej mierze jestem jednak zadowolona, że ją przeczytałam i ją polecam. W sumie to myślę, że mogę ją nawet śmiało dodać do listy moich ulubionych książek.
8/10

poniedziałek, 2 lipca 2018

Ulubieńcy miesiąca: Czerwiec

grafika hello and july
źródło
Mamy już Lipiec (choć nic na to nie wskazuje) zatem czas na kolejne podsumowanie miesiąca :) Czerwiec minął mi bardzo szybko, ale to norma kiedy ma się wolne. I jak ponad połowę minionego miesiąca mogę uznać za udaną tak ostatni tydzień to jest jedna wielka masakra. Jeżeli ktoś zdawał maturę w tym roku ten wie, że zbliża się już data ogłoszenia wyników egzaminów. Ja niby znoszę to dobrze, ale momentami nachodzi mnie myśl, że to już jutro i okaże się czy jest sens brać udział w rekrutacji na studia czy nie. Jeszcze nie zakładałam kont, bo najpierw chcę znać wyniki - ktoś też tak ma? W ogóle to przepraszam, że tak tu się o tym rozpisałam, ale ze stresu zacznę chyba chodzić po ścianach niedługo. Nienawidzę tego uczucia. I tym miłym początkiem zapraszam do dalszego czytania :)

***
1. Muzyka
Słuchałam raczej utwory, które już znam i nic zbytnio ciekawego nie odkryłam co mogłabym tu pokazać. No może poza jedną piosenką. Reszta była już kiedyś wymieniana na blogu, więc nie będę o nich wspominać. 

Znalezione obrazy dla zapytania nowy poczÄ…tek helios Znalezione obrazy dla zapytania jurassic world upadle krolestw helios
2. Filmy
Udało mi się obejrzeć 8 filmów. Zapisałam je sobie wszystkie więc mogę też wam podać pełną listę tytułów. Te, które są podkreślone najbardziej zwróciły moją uwagę no i generalnie uważam je za godne oglądania. Z krótkim komentarzem do każdego z nich :)
Filmy obejrzane w czerwcu:
Lilo i stich - Wiecie, że oglądałam to po raz pierwszy? Jak byłam młodsza to się bałam tego filmu. Miłe zaskoczył mnie ten film.
Pętla - Tak na wstępie wspomnę,że to film koreański. Bardzo ciekawy, z motywem pętli czasu.
 Nowy początek - Film science fiction, ale jak wiecie ja takie bardzo lubię. Bez żadnych bijatyk, raczej taki spokojny. Chętnie obejrzę go jeszcze raz.
Nietykalni - Myślę, że akurat ten film znają wszyscy. Oglądałam go już parę razy, ale że akurat leciał w TV to obejrzałam go sobie jeszcze raz.
Rampage. Dzika furia - No ten film obejrzałam jedynie ze względu na aktora Dwayne'a Johnsona. Dodam, że film nie jest jakoś specjalnie dobry, ale można go obejrzeć. Taki raczej do zapomnienia.
 Jurrasic World. Upadłe królestwo - Nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam tą serie i uwielbiam dinozaury. No i nie mogłam sobie odpuścić choćby to był największy gniot. Gniotem nie był, w sumie to nawet fajnie się go oglądało, ale moim skromnym zdaniem zakończył się po prostu głupio. 
Niewidzialny - Film z dużym potencjałem, niestety nie wykorzystanym. Ale ogląda się całkiem dobrze, choć może w niektórych momentach irytować.
Koralina i Tajemnicze drzwi - Kolejny film, który oglądałam już po raz któryś. Osobiście go uwielbiam i jak go jeszcze nie oglądaliście to koniecznie musicie to nadrobić.

 
3.Książki
Udało mi się przeczytać 6 książek. Przez połowę miesiąca nie miałam zbytnio ochoty czytać, ale potem jakoś to ruszyło i skończyłam z takim o to wynikiem. To jest takie typowe - kiedy nie mam czasu chce mi się bardzo czytać, a jak go mam to nie :) Wśród tych książek znalazły się tylko dwie nowości, bo resztę książek sobie odświeżałam. Generalnie to jestem jednak bardzo zadowolona. 
Książki przeczytane w czerwcu:
Czerwień Rubinu (K. Gier)
Labirynt ognia (R. Riordan) - RECENZJA
Zanim się pojawiłeś (J. Moyes)
Czerwona piramida (R. Riordan)
Koralina (N. Gaiman)
Kirke (M. Miller)

***
Wydaje mi się, że to chyba najdłuższe podsumowanie jakie napisałam. Postanowiłam też trochę zmienić jego formę, dodając właśnie krótkie opinie o filmach. Takie pisanie w sumie pomaga nawet na stres, bo przynajmniej przez chwilę nie myślałam o tym co mnie czeka jutrzejszego dnia. To chyba już będzie wszystko na dzisiaj. Pozdrawiam i życzę miłego dnia. Przynajmniej wam :)

środa, 27 czerwca 2018

Poczuj Lato Book Tag

Ponieważ lato trwa już w najlepsze (mimo iż pogoda na to nie wskazuje - co mi akurat nie przeszkadza) a wakacje już się rozpoczęły na dobre stwierdziłam, że zrobię jakiś wakacyjny tag. No i w sumie dość dawno je robiłam więc tak dla odmiany... Myślę, że się nada. Tyle słowem wstępu. Zapraszam was do czytania :)

***


1. Książka lub seria którą chcesz przeczytać w wakacje.
Zrobiłam sobie taką listę książek i wyszło ich 14. Chcę też zrobić tak zwany rereading (czy jak to tam się nazywa) i takich książek jest 9. Pewnie jeszcze w między czasie jakieś wynajdę albo niektóre sobie odpuszczę. Wiem, że nie odpowiedziałam do końca, ale tych książek jest naprawdę dużo a jakoś nie mam ochoty robić posta o czytelniczych planach na wakacje.

2. Książka z żółtą lub niebieską okładką.
Niezbędnik obserwatorów gwiazd. Swoją drogą bardzo wam polecam tą książkę. Tak jak i inne autorstwa Quicka - no może oprócz Wszystko to, co wyjątkowe bo mi się akurat ta nie podobała zbytnio.

3. Twój plażowy must have.
Oczywiście coś autorstwa Ricka Riordana. Zawsze w wakacje czytam książki tego autora.

4. Książka z okładką, która kojarzy ci się z wakacjami.
W sumie to Początek wszystkiego. Okładka kojarzy mi się głównie z wakacyjnym obozem, ale też z miejscem gdzie jest spokojnie i gdzie można odpocząć od zmartwień. Szkoda tylko, że treść była... mocno średnia.


5. Powieść, która wywołała u ciebie słoneczny uśmiech.
Szczerze mówiąc nie wiem. W ogóle nie mogę sobie przypomnieć żadnej książki, która wywołałaby u mnie słoneczny uśmiech. No chyba, że liczą się takie które były tak zabawne, że nie mogłam się przestać śmiać. Choć myślę, że chodzi o coś innego.

6. Książka, przez którą wylałaś morze łez.
 Cóż... Nie jestem osobą, która płacze z powodu tego co przeczytała czy też obejrzała. W ogóle nie wywołuje to na mnie takiej reakcji. Znaczy wiadomo smucę się i czasami nawet współczuję bohaterom. Ale żeby zaraz płakać? Jednak żeby nie było, że mam jakąś znieczulicę wspomnę o jednej z książek, która sprawiła, że rzeczywiście poczułam się smutno (ale nie płakałam). A jest Głębia Challengera - dla mnie jest to dość ponura i smutna książka.


7. Najlepsza impreza w książce, czyli taka w której chciałbyś uczestniczyć.
Urodzinowa impreza Bilbo Bagginsa. Albo jakakolwiek impreza urodzinowa organizowana przez hobbita. Generalnie jednak ja nie lubię imprez i na żadną bym nie poszła. No nie licząc właśnie tych, które wcześniej wymieniłam.


8. Powieść z historią łatwą jak jazda na rowerze.
Na pewno taka jest, tylko nie mogę takiej znaleźć. Zdecydowanie wolę bardziej zawiłe historie :D
Ale myślę, że tutaj bardzo dobrze pasuje Fangirl. To nie jest skomplikowana książka, myślę raczej że jest to jedna z najprostszych historii jakie przeczytałam. No i do tego takich nudnawych i moim zdaniem zbyt przecenionych.


9. Powieść do której musiałeś dojrzeć jak kwiat.
Historia pszczół. Czytałam tą książkę dwa razy. Za pierwszym nie zbyt mi się spodobała, była jak dla mnie nudnawa. Za drugim jednak udało mi się jakoś bardziej ją docenić, zrozumieć. No i ta cała spokojna i stonowana akcja dodaje jednak smaczku tej powieści (no jak dla mnie była spokojna, może innym osobom nie). Nie wspominając o tym, że podejmuje ona również bardzo ważny temat.

***
No i to w sumie tyle na dzisiaj. Życzę miłego dnia i do napisania :D

sobota, 16 czerwca 2018

O trzech książkach, które oceniłabym teraz inaczej

I to nie koniecznie wyżej, choć i taka jedna się znalazła. Oczywiście nie sugerujcie się zbyt mocno tym co tu napisze, bo są przecież gusta i guściki. To co mi się nie podobało może wam się akurat spodobać i tak samo działa to w drugą stronę. 
Odnośnie takich książek - nie mam ich zbyt, bo raczej jestem zdecydowana co do oceny końcowej i rzadko kiedy ulega ona u mnie zmianie, więc wymieniłam tutaj tylko trzy pozycje. Tyle słowem wstępu. Zapraszam do czytania :)


Szklany miecz
Victoria Aveyard
Jak oceniłam wcześniej: 6/10
Jak oceniłabym teraz: 4/10
Doprawdy się sobie dziwię, że dałam tej książce ocenę dobra, bo to jest jak danie Oscara filmowemu gniotowi. Nie bardzo pamiętam co już się tam działo, w końcu czytałam to ponad dwa lata temu. Ale pamiętam jedno - strasznie irytującą główną bohaterkę. Myślę, że to ona ostatecznie wpłynęła na to że zdecydowałam się ocenić tą książkę niżej niż wcześniej. Nie wspominając o nudnej, ciągnącej się fabule, która mogła być przecież dobrze rozpisana. A szkoda bo pierwszy tom bardzo mi się podobał, a sama historia miała potencjał by stać się czymś dobrym. Miałam zamiar jednak przeczytać kolejny tom, jednak skutecznie zniechęciło mnie do niego kilka recenzji.




Historia pszczół
Maja Lunde
Jak oceniłam wcześniej: 6,5/10
Jak oceniłabym teraz: 8/10
Przyznam, że ta książka na początku nie wywarła na mnie wrażenie. Jasne, podejmuje bardzo ważny temat - w końcu ludzie nie poradziliby sobie bez pszczół czy innych owadów zapylających. Ale była dla mnie zbyt... nudnawa. Po kilku miesiącach stwierdziłam jednak, że jest to dobra książka na maturę ponieważ ma dość sporo motywów, które można wykorzystać i przeczytałam ją jeszcze raz. I wiecie co? Dopiero wtedy stwierdziłam, że rzeczywiście jest to książka z którą warto się zapoznać i która niejako wpływa na czytelnika. No i muszę przyznać, że dzięki niej zaczęłam też bardziej zwracać uwagę na te wszystkie owady, na to jak bardzo są dla nas ważne.


Promyczek
Kim Holden
Jak oceniłam wcześniej: 6/10
Jak oceniłabym teraz: 5/10
Niewiele niżej niż wcześniej, ale jednak. Osobiście nie mogę odnaleźć praktycznie niczego z tych rzeczy, które podobały się innym czytelnikom (a z tego co widziałam bardzo wiele osób zachwyca się tą książką).  Jedyne co ma dobre to bohaterowie, choć i oni są zbyt... nienaturalni (a wcześniej uważałam, że są). Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ktoś może mieć w życiu tyle tragedii co główna bohaterka i jeszcze dodatkowo iść przez życie z uśmiechem na ustach a przy okazji być jeszcze bohaterem idealnym (mam tu na myśli Kate, główną bohaterkę która jest i mądra, i zaradna i w ogóle chyba nie ma wad). Sama historia była dla mnie zaś bardzo wtórna - temat poruszany w
książce jest dość popularny - oraz przewidywalna.

I tak to się wszystko prezentuje. Przynajmniej w domniemaniu, bo możliwe że znalazłabym też kilka innych. Chciałam jednak wspomnieć tylko o tych książkach w których rzeczywiście znalazło się kilka rzeczy, które sprawiły że moja wcześniejsza opinia na ich temat uległa zmianie. A może u was też się znalazły takie książki?
Pozdrawiam i do napisania :)