piątek, 12 stycznia 2018

Co będę czytać w 2018 roku?

Wiele razy w postach wspominałam, że nie lubię planować. Jest to dla mnie bez sensu gdyż większość osób i tak porzuca plany po kilku tygodniach choć i znajdą się takie, które sumiennie je wypełniają. Lubię jednak planować - czy też może wybierać - co chcę w danym miesiącu/roku obejrzeć. Co prawda i tak nic z tego nie wychodzi i planuję tylko kiedy mam więcej wolnego, ale no... lubię to robić. 

Postanowiłam więc zrobić taką mini listę książek, które zamierzam w tym roku przeczytać . Większość z książek co prawda już wyszła a większość będzie miała jeszcze swoją premierę, więc ograniczyłam się jedynie do kilku pozycji. 


Jak widzicie nie jest tego dużo bo tylko 10 książek, których nawet nie mam pewności, że przeczytam. Najbardziej chcę przeczytać...wszystkie XD A tak na serio to jestem strasznie ciekawa Okrutnej pieśni bo od kąt o niej usłyszałam to wyczekiwałam aż pokaże się w planach wydawniczych no i jest. Doczekałam się. Empress to drugi tom Diaboliki, która co prawda nie była jakimś wspaniałym czytadłem - raczej takim przeciętnym , ale na tyle ciekawym żebym zdecydowała się sięgnąć po drugą część. Jest tylko kwestia wydania - jak wydadzą to super jak nie to przeczytam kiedy indziej. To samo tyczy się Geminy - mój angielski jest beznadziejny i sama raczej bym długo ją czytała, ale że Illuminae było genialne dałam ją tu. Cinder "chodzi" za mną już od kilkunastu miesięcy więc chyba najwyższa pora po nią sięgnąć. Nowy Riordan to coś czego sobie nie odpuszczę - jedynym problemem jest to, że wychodzi wtedy kiedy ja mam tą nieszczęsną maturę, nie przeszkadza mi to jednak w zakupie tej książki :D Morze spokoju, Szczygieł oraz Listy do utraconej to książki o których czytałam wiele dobrego i zapragnęłam je przeczytać. Co do Cud chłopaka to chciałam go przeczytać już wcześniej, ale dopiero premiera filmu jakoś mnie przekonała do sięgnięcia po tą książkę. A Podtrzymując wszechświat chcę przeczytać w sumie tylko dlatego, że inna książka tej autorki - Wszystkie jasne miejsca - bardzo mi się podobała.

Przepraszam za tą chaotyczność i nie opisywanie książek w kolejności ułożenia na obrazku, ale po prostu było mi tak wygodniej. Mam nadzieję, że to wam nie przeszkadza.
A wy macie jakieś plany czytelnicze na ten rok? A może czytaliście coś z tej listy? 
Ja się na dziś z wami żegnam. 
Pozdrawiam i do napisania!

piątek, 5 stycznia 2018

Ulubieńcy miesiąca: Grudzień



grafika fireworks, january, and new years
źródło
No i skończył się ten magiczny miesiąc.
Doprawdy nie wiem jak szybko to minęło. Strasznie szybko leci ten czas.
Osobiście nie czułam w tym roku jakoś tych świąt i byłam takim z lekka Grinchem. Nie cieszy mnie też zbytnio to, że jest już styczeń, bo to oznacza, że za kilka miesięcy matura, później wybór studiów (cóż ja wiem co chcę już robić, ale jeszcze trzeba się przecież dostać na uczelnie a to samo się nie zrobi, dodatkowo u mnie w mieście jest tylko jedna uczelnia do której chciałabym się dostać - cała reszta jest w większych miastach).  
W sumie to chciałabym mieć to już za sobą. 

W każdym razie...
Zapraszam na pierwsze w tym roku podsumowanie miesiąca. A jeśli ktoś jest ciekawy to tutaj znajdzie podsumowanie całoroczne.


***

1. Muzyka
W grudniu słuchałam głównie fanowskich wersji japońskich piosenek, szczególnie dwóch, które zostały napisane specjalnie na potrzeby filmu Kimi no na wa. Przesłuchajcie. Są naprawdę fajne.
 
Dodatkowo byłam w kinie na musicalu Król Rozrywki no i cóż...Teraz słucham niektórych piosenek non - stop. Tutaj tylko dwie, ale wszystkie są warte odsłuchania.

  

Znalezione obrazy dla zapytania ostatni jedi helios Znalezione obrazy dla zapytania król rozrywki helios
2. Film
Tak się złożyło, że byłam dwa razy w kinie. Raz 16 grudnia na najnowszych Gwiezdnych Wojnach: Ostatni Jedi,  a drugi wczoraj na Królu Rozrywki. Oba jak najbardziej polecam. Swoją drogą chodzenie po pustej galerii jest bardziej rozrywkowe niż udanie się do niej za dnia na zakupy.  
Obejrzałam również Blade Runner 2019, ale muszę go sobie jeszcze przemyśleć bo na razie nie wiem co o nim sądzić oraz animację Wall-e bo akurat leciała w telewizji a ja bardzo lubię ten film. No i oczywiście Kimi no na wa.

 
3. Książki
Przeczytałam ich 6 co jest dla mnie dobrym wynikiem. Trafił mi się jeden bubel (dla tych co nie rozumieją - książka, która była klapą), ale reszta była już dobra. W sumie to nie sądziłam, że tyle przeczytam, ale jednak udało się. 
Książki przeczytane w grudniu:
Ognisty Tron (R. Riordan)
Cień Węża (R. Riordan)
Małe Życie (H. Yanagihara)
Drużyna Pierścienia (J.R.R. Tolkien)
Gdy słowa zawodzą (J/ Buxbaum)
Dwie Wieże (J.R.R.Tolkien)

A wam jak minął ostatni miesiąc?
Pozdrawiam i do napisania!

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017

Tak jak co roku, pod jego koniec nadchodzi czas podsumowań. Niektórzy je lubią inni nie, ja osobiście zaliczam się do tej pierwszej grupy, ale to zapewne dlatego, że jestem typem osoby co ma wszystko poukładane i lubi wszelaką statystykę.
Na początku chciałam rozbić to na trzy posty, ale pewnie nikomu nie chciałoby się tego czytać więc stwierdziłam, że lepszym rozwiązaniem będzie umieszczenie całego podsumowania w jednym.
Mam nadzieję, że się nie zniechęcicie i go przeczytacie :)

***
W 2017 roku miałam w planie przeczytać 75 książek. Trochę mi z tym nie wyszło bo przeczytałam ich 67. Jest to trochę mniej niż w roku 2016, bo wtedy przeczytałam chyba 73, ale jestem zadowolona gdyż były to w większości jakościowo dobre książki i naprawdę niewiele było takich, które mi się nie podobały.
No i jak to mówią nie liczy się ilość lecz jakość.

Stwierdziłam jednak, że nie będę tu zamieszczać całej listy książek jakie przeczytałam w tym roku - jeśli jesteście ciekawi możecie zobaczyć je tu. Skupię się natomiast na tych najlepszych i najgorszych.

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU


Wszystkie jasne miejsca przeczytałam na początku roku, to naprawdę wspaniała choć smutna książka, ale że ja lubię czasami czytać takie cuda ta książka przypadła mi do gustu. Czas żniw to z kolei świetna książka fantastyczna, wypełniona akcją - nie sposób się od niej oderwać. Tak naprawdę jedynym minusem dla mnie był nieco skomplikowany świat i slang używany w książce (który jest co prawda wyjaśniony na końcu, ale mi się nie chciało sprawdzać na bieżąco znaczenia tych słów). Siedem minut po północy zapragnęłam przeczytać już wtedy kiedy wyszedł zwiastun, a kiedy obejrzałam film wiedziałam, że muszę dorwać książkę w swe łapki. Podobała mi się najbardziej z tych wszystkich książek lecz była też strasznie smutna, kiedy o niej pomyślę czuję pewną melancholię. Jeśli nie czytaliście to sięgnijcie - jest naprawdę cieniutka i szybko się ją czyta, ale przygotujcie się na lawinę emocji. Zgromadzenie cieni było jedną z książek na które wyczekiwałam z niecierpliwością w tym roku i było zdecydowanie lepsze od jej poprzedniczki, choć ta również zdobyła moje serce w tamtym roku. Dzieje się więcej, świat zostaje bardziej przedstawiony no i ta końcówka...chcę koniecznie następny tom. Najlepiej teraz. Illuminae co prawda nie kupiłam kiedy była ta akcja - wolałam poczekać aż trochę to ucichnie no i bałam się też, że mi się po prostu nie spodoba. Jak widzicie jestem jednak zadowolona, bo to było...Coś epickiego. Myślałam, że ze względu na formę będę to czytałam bardzo długo ale czytałam to bardzo krótko i z pewnością jeszcze kiedyś ją przeczytam po raz drugi. Zac & Mia to najzwyklejsza w świecie młodzieżówka, która zaciekawiła mnie fabułą - ja akurat lubię historie o ludziach, którzy są na coś chorzy. Zauważyłam, że jest porównywana do Gwiazd naszych wina pana Greena, ale moim zdaniem jest o wiele lepsza. Jakby prawdziwsza, bohaterowie to nastolatki i zachowują się właśnie jak oni, żadnych wyszukanych słów jak to miało w GNW. No i czyta się szybko a fabuła potrafi zaciekawić a nawet i zaskoczyć. Statek Umarłych, czyli ostatni tom trylogii Magnus Chase i bogowie Asgardu. Trochę szkoda bo dla mnie to najlepsze książki Riordana, przebiły nawet Percy' ego. Mogę mieć tylko nadzieję, że bohaterowie pojawią się w innych książkach tego autora. Władca Cieni - o rany, co to było! Pomijając okropną końcówkę (w tym kontekście, że kończy się po prostu źle dla bohaterów a nie, że mi się nie podobała) oraz ilość stron (prawie 1000) to jest to naprawdę wciągające, zacne czytadło, lepsze od Pani Noc, która mi się bardzo podobała. I teraz najgorsze co może być, czyli czekanie.


NAJGORSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU


Co prawda trzy, ale jednak...
Mimo moich win przeczytałam jedynie dlatego, że nie miałam co czytać. Nie wiem czemu, bo ja za książkami traktującymi głównie o miłości nie przepadam - serio są ważniejsze problemy niż zakochanie się. Książka wydała mi się lekko patologiczna - i chyba nie tylko mi bo takie zdanie słyszałam od dwóch innych osób. Dodatkowo działania bohaterów były krótko pisząc debilne - nie wiem kto odwala coś takiego bo się w kimś zakochał? Toż to chore jest. Buntowniczka z pustyni strasznie się rozczarowałam na tej książce, to chyba największe rozczarowanie tego roku. To co się innym w niej podobało, mi nie podobało się wcale. Męczyłam ją prawie trzy tygodnie, dodatkowo kilka rzeczy udało mi się przewidzieć więc zaskoczenia jakiegoś tam nie było. Z drugiej strony nie lubię historii w takim stylu jak ta. Małe życie - potężna cegła, która no...nie do końca mi się spodobała. Właściwie to miałam wrażenie, że autorka koniecznie chce zrobić z życia bohaterów dramat nawalając na nich różnorakie biedy i tragedie. O nie. Ja czegoś takiego nie lubię. Książka mogłaby być też trochę krótsza - albo mieć krótsze rozdziały - długie to coś czego nie cierpię o czym wspominałam w poprzednim poście. Mam wrażenie, że ta książka ma historie podobną do Promyczka. Obie książki są bardzo wysoko oceniane ale dla mnie nie były warte takich ocen.

No i tak się prezentuję najlepsze książki, które chciałabym (nie nadal chcę) jeszcze raz przeczytać i najgorsze buble o, których już zapominam.
Co do planów... Nie a bardzo lubię planować, ale kilka takich mam. Z tych ważniejszych to dobrze zdać maturę i dostać się na studia, może też zdać prawo jazdy choć z tym się nie spieszę i jakoś na razie jest ono w dalszych planach. Jakoś matura i studia wydają się mi ważniejsze od niego. 
Co do planów książkowych to nadal chcę przeczytać te 75 książek. 
Może mi się to uda.


grafika beautiful, gif, and dark
źródło

Na koniec chciałabym Wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku i oby udało się Wam wypełnić wasze postanowienia - a z tym to może być ciężko :D

środa, 20 grudnia 2017

6 rzeczy, których nie lubię w książkach

Wyszło 6, ale prawdopodobnie byłoby więcej.

***
Witajcie wszyscy
. Święta co raz bliżej, ale ja jakoś nie czuję tej atmosfery i jakoś nie cieszę się też zbytnio na nie a im bliżej do nich tym bardziej jestem zdenerwowana. Akurat na całe zdenerwowanie wpłynęło kilka sytuacji - w tym jedna sobotnia, ale nie będę o niej wspominać bo aż mam ochotę wysłać tą osobę do Mordoru. 
Ale nie ma tego złego bo poszłam sobie też do kina na Ostatniego Jedi - i cóż ja mogę rzec. Mi się podobał, chciałam tylko żeby był to dobry film i właśnie taki dla mnie był, tylko trochę krótszy mógłby być. Ale jak czytam opinie to mam wrażenie, że niektórzy oczekiwali nie wiadomo czego a wiadomo, że jak się zbytnio czegoś oczekuje to się można czasami bardzo na tym zawieść. Osobiście chętnie zobaczyłabym go jeszcze raz.

Ale zbaczam z tematu.
Postanowiłam dzisiaj napisać o kilku rzeczach których w książkach nie lubię. Bo o tym co jest złe i wkurza przeważnie pisze się łatwiej niż o tym co jest fajne. Przynajmniej dla mnie. Oczywiście wiecie, że kocham książki dużą częścią mego serca - podobnie jak inni książkoholicy. Jednak osobiście uważam, że nawet w pozornie idealnej rzeczy może być coś co sprawia, że już taka idealna nie będzie - to dodaje jej przynajmniej autentyczności. Rany. Mam wrażenie, że zaczynam tu za bardzo analizować więc może już przejdę do tematu.

***

Gruba książka + miękka okładka = złamany grzbiet
No dobrze, dla mnie w sumie to już trochę bez różnicy. Ale jednak muszę przyznać, że jest to trochę irytujące i nie zbyt ładnie później taka książka wygląda na półce. Wymyślne sposoby czytania też nie zawsze dają radę i grzbiet niestety się łamie. Kojarzycie pewnie nowe książki Cassandry Clare - Mroczne Intrygi. Są to dość opasłe tomiszcza - w miękkich okładkach niestety - i niestety dotknął je powyższy "przepis na złamany grzbiet". Choć nie we wszystkich książkach się on sprawdza, bo np. takie Imperium Burz trzyma się nieźle a jest podobnej grubości.

Okładki bez skrzydełek 
Kiedy książka ma okładkę broszurową to tak jakby ma też dodatkową ochronę przed zagięciami i przed jej rozdwajaniem się. Kiedyś rogi zwykłych okładek zaklejałam taśmą klejącą żeby je uchronić przed rozdwajaniem, ale teraz już tego nie robię. W sumie ten patent się sprawdzał, ale taśma czasami odpadała a poza tym na niektórych okładkach po prostu taśma nie chciała się trzymać.

Schematyczność
Szczególnie jest to zauważalne w momencie kiedy jakaś książka się wyróżnia od innych a niektórzy autorzy wzorują się na niej po to by ich powieść też się jakoś wybiła. A szkoda bo później powstają nie potrzebne kłótnie o to która książka jest lepsza, porównywanie i tym podobne rzeczy. Z drugiej strony robi się to też powoli nudne no bo ile można w końcu pisać o podobnych rzeczach tylko w inny sposób? Potrzeba trochę powiewu świeżości i nowych historii. 

To będzie już ostatni tom...A nie napiszę jeszcze jeden! - zbędne przedłużanie serii oraz nie potrzebne kontynuacje. 
Z tymi kontynuacjami u mnie jest tak, że po prostu ich nie czytam. Może gdyby były chociaż dobre, ale jak czytam opinie które są w większości negatywne no to wiadomo. Nie będę marnować czasu na coś co wiem, że mi się nie spodoba i przeczytam coś innego. Albo przedłużanie serii - tu na myśl przychodzi mi Sarah. J. Mass która ponoć miała zakończyć Dwór Cierni i Róż na trzeciej książce, ale ponoć pisze kolejny tom. I w tym momencie już nie wiem co myśleć. Czy to skok na kasę, czy autorka ma rzeczywiście pomysł na dalsze losy bohaterów. 

Tytuły na grzbiecie
A raczej to w jaki sposób są drukowane. Jestem raczej perfekcjonistką. Wiecie książki ułożone od największej do najmniejszej, autorami itd. - wszystko równe. Ale strasznie mnie irytuje drukowanie tytułów książek w różne strony. Co prawda mam tylko dwie takie książki, ale no. Straszne mnie to drażni. Albo kiedy się ścierają. Później są takie oskubane kurczaki.

Długie rozdziały
Czasami o tym wspominam podczas pisania recenzji. Niespecjalnie za nimi przepadam. A dlaczego? Ano dlatego, że czytam książki od rozdziału do rozdziału żeby nie przerywać sobie wątku w połowie. Wolę kiedy ma dużo rozdziałów, ale są one krótkie niż kilka długich. Strasznie męczy taka ciągłość, a rozbicie na kilka rozdziałów daje taką...przejrzystość w tekście, szybciej się go czyta. Najdłuższy rozdział w książce, którą czytałam miał chyba coś ponad 100 stron. I gdyby nie to, że książka była ciekawa to byłaby z tego masakra.

***

No i to wszystko co mi w książkach nie pasuje. Jak wspominałam może być tego więcej, ale aktualnie nie mogę sobie przypomnieć innych rzeczy. 
A wy czego nie lubicie w książkach? Co was w nich denerwuje?
Dajcie znać w komentarzach. Swoją drogą śmiesznie się złożyło, że dałam notkę o tym czego nie lubię 4 dni przed świętami.
Pozdrawiam i do napisania :)

piątek, 8 grudnia 2017

Początek wszystkiego



Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.

Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.



Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.



Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.





Początek wszystkiego zaciekawił mnie już dawno - chyba było to w czerwcu bo wtedy to właśnie miała swą premierę ta książka - w głównej mierze dzięki ciekawej zajawce pierwszego rozdziału. Dobry patent żeby zachęcić ludzi do przeczytania książki - napisać pierwszy rozdział tak, aby od pierwszych słów wciągnąć czytelnika.

No i owszem. Tu ten patent zadziałał, ale im dalej w las tym było...hmm... Gorzej nie bardzo tu pasuje bo sama książka zła nie była choć przyznam, że jednak spodziewałam się czegoś innego niż dostałam. A dostałam stereotypowe amerykańskie społeczeństwo szkolne (wiecie, coś w stylu najlepsi siedzą przy TEJ ławce a cała reszta gnieździ się na TAMTYCH ławkach - i tym podobne rzeczy jakie możemy zobaczyć np. w filmach). Nie wiem jak wam, ale mi coś takiego trochę przeszkadza. 
Innym minusem był wykorzystywany motyw inności jednostki - w tym przypadku Cassidy - i co oczywiste zwrócenie uwagi naszego głównego bohatera właśnie na taką jednostkę. Ta sytuacja powtarza się w większości młodzieżówek (obyczajowych) przez co robi się to trochę nudne. 
Żeby jednak nie było iż jedynie się czepiam a nic nie mówię o tym co mi się podobało teraz o tym wspomnę. Fabularnie nie jest co prawda jakoś wybitnie. Tak szczerze to momentami się trochę nudziłam i niektóre wątki zastąpiłabym innymi  lub bym po prostu odpuściła. Ale muszę przyznać, że autorka ma całkiem przyjemny styl pisania dzięki któremu książkę przeczytałam dość szybko - może zajęłoby mi to dzień, ale dochodzą jeszcze obowiązki, wiecie. 
Inną rzeczą jaka mi się podobała to same zakończenie książki.  W ogóle do głowy mi nie przyszło coś takiego.

Bohaterowie byli dla mnie tacy...nijacy i nie przejmowałam się jakoś specjalnie ich losem. Tak jak wspominałam byli raczej w większości przedstawieni - przynajmniej dla mnie - w dość stereotypowy sposób. Nie zbyt też podobała mi się kreacja postaci Cassidy - jak z resztą jakoś obyło się bez żadnych...hmm...grymasów z mojej strony na ich zachowanie tak przy niej... Najpierw okazuje zainteresowanie Ezrą a później nagle traci. To tak jakby powiedzieć "teraz cię lubię, ale za minutę już mam cię dość i możesz sobie iść". Rozumiem to ze względu na jej historię, ale generalnie to tak się nie robi i takie zachowanie uważam po prostu za głupie.

Ostatecznie książka nie była taka jaka myślałam, że będzie. Mogę nawet napisać, że trochę się nią rozczarowałam. Był to jednak dobry wybór pod względem czegoś krótszego do czytania zamiast ciągłego pochłaniania fantastyki. Generalnie możecie ją przeczytać, ale nie spodziewajcie się czegoś specjalnego. To raczej taka książka na wakacje bardziej. 
I nie wiem czy tylko ja tak mam, ale napisy na książkach w stylu takim jak ten, który był obecny na tej - Masz jedno życie. Dzikie i cenne. - są dla mnie zbyt optymistyczne. Albo to ja jestem zbyt pesymistyczna. Chociaż ten cytat całkiem mi się spodobał.
6,5/10